niedziela, 22 grudnia 2013

Prawda...

Patrzcie co znalazłam...


 - Zaginięcie cennych klejnotów rodowych.
- Nuda.
- Tajemnicza śmierć bezdomnego.
- Nuda.
- Zniknięcie nielegalnego wypchanego lwa - John już od dobrej półgodziny wymieniał zagadki, które przysłali Sherlockowi jego fani. Jednak on za każdym razem odpowiadał "nuda".
- Na miłość boską! John. NUDA! - wykrzyczał Sherlock w twarz swojemu przyjacielowi, a następnie owinął się w szlafrok, rzucił na kanapę, zwijając się w kłębek tyłem do Johna.
- Sherlocku, jeśli nie chcesz przyjąć sprawy od swojego brata, to MUSISZ wybrać inną.
- Nie będę robił nic dla mojego brata! - powiedział  poduszkę Sherlock.
- A to ciekawe... - John zawiesił głos.
- Co? - zapytał Sherlock, ale nie uzyskał odpowiedzi. - Na miłość boską, John, CO?
- Znaleziono dwa martwe ciała, bez oznak pobicia, w ciele nie ma trucizny, z wstępnych badań wynika, że byli całkowicie zdrowi. Dlatego podejrzewają morderstwo.
- Nud... - zaczął mówić Sherlock, ale John mu przerwał.
- Oboje zostali znalezieni w wyjściowych strojach, w basenie.
- Utopili się.
- Nie... Są wyniki.
- To już po sekcji? - zapytał Sherlock.
- Tak, Molly ją robiła.
- Sprawa rozwiązana... Malutkie strzalłki za uchem... - powiedział John, kryjąc twarz w rękach. W tem obaj panowie usłyszeli kroki na schodach. Jako, że pani Hudson wyszła na zakupy, a oni nie spodziewali się gości, zwiększyli czujność. Wtem drzwi od salonu otwarły się z hukiem. W pierwszej kolejności do pokoju weszła Anthea, potem Największy Wróg Sherlocka Holmesa, oraz dwójka ochroniarzy.
- Mycroft Holmes! - zaanonsowała kobieta. Na co Sherlock prychnął.
- Zamarzyło Ci się być królem? - zwrócił się Sherlock do swojego brata.
- Nie mój drogi bracie, o ambicji, która sięga dna. Nie chciałeś przyjąć zagadki dobrowolnie, tak więc pójdziesz pod przymusem. Ubieraj się! - powiedzał Mycroft, a gdy Sherlock w odpowiedzi tylko ziwenął,  Starszy nabrał czerwonych kolorów. - Zakładj spodnie! - wrzasnął.
~°~
Sherlock siedział w kącie limuzyny owinięty ciasno w swój przemoczony szlafrok. Obok niego leżały ubrania, które jego ukochany, bo jedyny, brat, łaskawie kazał wziąć swojemu ochroniażowi, zanim drugi przerzucił sobie przez ramię Sherlocka. Na przeciwko niego siedział John, który, na szczęście dla ochroniaży, poszedł, bowiem ostatnimi czasy przytył o kilka kilogramów. W drugim końcu luksusowego auta siedział Mycroft, z jedną nogą założoną na drugą. Patrzył on na swojego brata i stukał palcami kolano. Po kilkunastu minutach jazdzy w pełnej napięcia ciszy, samochód zatrzymał się, drzwi zostały otwarte, a ochroniarze otworzyli parasole przed Johnem i Mycroftem. Ten pierwszy gestem zaprosił Sherlocka pod swólj parasol, jednak ten postanowił być uparty, owinął się szczelniej w szlafrok i udał się w kierunku drzwi od pobliskiego budynku. Za nim podążyli dwaj starsi mężczyźni. Weszli razem do budynku. Wspieli się na pierwsze piętro, gdzie, od razu, zauważyli rzucające się w oczy, żółte taśmy policyjne. Sherlock bez zastanowienia przeszedł pod nią i wszedł do pomeszczenia, gdzie zauważył dwa trupy. Kobiety i mężczyzny.
- Czy to przypadkiem nie jest Emma Watson? A to Tom Felton? - wyraził myśli wszystkich John.
-Tak, to są te gwiazdy.
- Po co ja tutaj jestem? - zapytał Sherlock.
- Byś pytał! Oczywiście, że to zagadka! - wykrzyknął Mycroft. Sherlock bez zbędnych kłótni podszedł do ciał.
- Oni trzymają się za rękę! - zauważył inteligentnie John, który podszedł za nim.
- Owszem. Mam pięć teorii, o tym co się z nimi stało. Cztery - powiedział przyglądając się uważnie trupom przez lupę. - Byli w jakimś eleganckim miejscu... Padało tam... Reustouracja Thesteria... - mruczał do siebie. Później schodzili już po schodach.
- Ile masz teorii? - zapytał John.
- Około trzydziestu...
- To niesamowite! - wykrzyknął bloger.
~°~
- Co robisz? - zapytał John, gdy w okolicach piątej nad ranem zszedł do wspólnego salonu.
- Oglądam - odpowiedział siedzący tam, przed laptopem geniusz.
- Można wiedzieć co?
- Film - powiedział Sherlock, a John, zrezygnowany, podszedł i spojrzał w ekran. Nie spodziewał się tego co zobaczył.
- Oglądasz Harrego Pottera? - zapytał zdziwiony, a Sherlock kiwnął głową. - Od początku? - znów kiwnięcie. - Po co?
- Przecież to w tych filmach grali Watson i Felton...
- Myślisz, że coś znajdziesz? - dopytywał John.
- Tak myślę.
- Spałeś dziś w ogóle?
- Nie. Szykuj się, za godzinę mamy umówione spotkanie z wytwórnią.
~°~
Weszli przez szerokie, rozsuwane drzwi do dużego holu. Podeszli do recepcji.
- Sherlock Holmes - przedstawił się detektyw.
- Powtarzasz się! - mruknął pod nosem John, gdy czekali na prezesa. Kiedy szli już za tęgim mężczyzną do jego gabinetu, John kątem oka zauważył Roberta Downy Juniora. Zaskoczony zatrzymał się. Chwilę później biegł już w jego stronę z kawałkiem kartki i długopisem w ręce.
- Mógłbym prosić pana o autograf? - zapytał. Robert tylko się uśmiechnął i jął podpisywać kartkę. Jednak nagle przerwał.
- Czy ty przypadkiem nie jesteś John Watson? - zapytał.
- Owszem to ja, skąd pan mnie zna?
- Czytam pańskiego bloga! Jest naprawdę niesamowity!
- Jest mi niezmiernie miło! - powiedział John. Rozmawiali tam jeszcze przez chwilę, gdy podszedł do nich Sherlock,
- John! Prezes czeka!
- Sherlock Holmes? - zapytał Robert. - Uwielbiam to jak rozwiązujesz zagadki. Osobiście również uwielbiam dedukować! Widzę, że był pan dzisiaj w Haptonville! Pewnie zagadka?
- Owszem, byłem tam. I tak, chodziło o zagadkę - powiedział Sherlock. - Miło było pana poznać, teraz jednak musimy iść, sprawa czeka! - wykrzyknął Sherlock i pociągnął Johna w kierunku gabinetu prezesa.
~°~
- Czyli chcą panowie zobaczyć wszystkie sceny usunięte, również te nigdy nie nakręcone z wszystkich części Harrego Pottera.
- Wszystkie - powiedział Sherlock, by utwierdzić prezesa wytwórni, że mówi on prawdę.
- Niestety nie możemy udostępnić ich poza studiem, tak więc przejdą panowie teraz do sali kinowej i tam je obejrzą. Mam nadzieję, że nie będzie to kłopotliwe.
- Ależ skąd, nie będzie to stanowiło dla nas problemu - potwierdził John. Chwilę później siedzieli już w niewielkiej sali kinowej, a przed nimi rozsuwała się czerwona kotara, odsłaniając wielki ekran.
- Seans czas zacząć! - mruknął do siebie Sherlock.
~°~
- Kim jesteś? - zapytał blond włosy chłopczyk na ekranie.
- Nazywam się Hermiona - odpowiedziała brązowowłosa dziewczynka. Oboje stali na polanie. Wokół nich rosły stokrotki. Ten dzień był wyjątkowy. Mimo, że zazwyczaj w Londynie padało, teraz niebo było tylko lekko zachmurzone, a zza obłoków leniwie wysówało się słońce.
- Wiesz o czym mówię. Znamy się nie od dziś. Wiesz, że jestem czarodziejem. A ty?
- Ja też... - odpowiedziała nieśmiało dziewczynka.
- Błąd! Nie jesteś czarodziejem! Jesteś szlamą! Wiedziałaś, że jesteś moją najlepszą przyjaciólką, a w Hogwarcie nie będę mógł się z tobą spotykać! Dlatego sprawiłaś, że dostałaś list! Nienawidzę Cię! Od tej pory się nie znamy! - wykrzyknął, cały czerwony ze złości, a dziewczyna się popłakała.


~°~
- Draco, przepraszam! Zrezygnuję ze szkoły, tylko bądź z powrotem moim przyjacielem! - mówiła do siebie na oko dwunastoletnia dziewczynka przytulająca się do rudego kota. Tego samego dnia, ale około godziny temu miała konfrontację z pewnym ślizgonem... Bynajmniej nie była to najprzyjemniejsza rzecz w jej krótkim życiu... - Rany zadawane przez przyjaciół najbardziej bolą! - podsumowała filozoficznie.
~°~
- Miona, przepraszam. Pogódźmy się! - powiedział blondyn.
- Masz w tym jakiś cel Malfoy? Gnębimy szlamy? - powiedziała oburzona szesnastolatka.
- Potrzebuję pomocy - chłopak spojrzał na nią błagalnie.
- Co mi do tego? - zapytała, zaplatając ręce na klatce piersiowej.
- Jesteś najinteligentnieszą czarownicą od czasów Roveny Ravenclav! Będziesz wiedziała jak mi pomuc! Tu chodzi o życie mojej rodziny!
- Zdążyłam cię znienawidzić Malfoy. Mimo wszystko pomogę ci.
~°~
- Zachowywałem się jak palant. Jak ostatni głupek! Wybacz mi! - powiedział blondyn we włosy szatynki.
- Nie wiem czy umiem. Spróbuję! - powiedziała.
- Dziękuję ci!
~°~
- Miona! Wstawaj! Naprawiłem! Musisz się ukryć!
- Nie będę się kryła Draco! Ja pomogłam w pewnym sensie ich tu wprowadzić, więc zamierzam z nimi walczyć!
- Ale może ci się coś stać!
- Nie martw się. Dam sobie radę! - powiedziała, a blondyn wtulił się w jej włosy.
- Kocham Cię - szepnął.
- Ja ciebie też Malfoy! - powiedziała i go pocałowała.
~°~
- Nie jestem pewien czy to jest Potter...
~°~
- Hermiona!
- Draco! Tu jestem!
- Oni chcą cię torturować!
- Wiem.
- Mam pomysł!
- Draco! Dlaczego wyrwałeś mi włosa? Nie jesteś poważny? Eliksir wielosokowy?
- Kocham cię, nie chcę żebyś cierpiała...
~°~
- Draco, dlaczego to wtedy zrobiłeś? Dlaczego pozwoliłeś by Bellatrix torturowała ciebie, a nie mnie? - pytała brązowowłosa.
- Ile razy jeszcze mam ci powtarzać, że cię kocham?
- Jak najwięcej!
- Hermiono Jean Grager, kocham cię całym sercem, wyjdziesz za mnie?
- Tak!
~°~
Sherlock uśmiechał się pod nosem
- Czy może mi pan powiedzieć, dlaczego te sceny nie zostały zamieszczone w filmie? - zapytał prezesa, który po zakończonym seansie przyszedł do sali kinowej.
- Dostaliśmy listy z pogróżkami.... - odpowiedział Prezes.
- Dziękuję panu za cenne informacje. John, my już pójdziemy.
~°~
- Co teraz robimy? - zapytał John.
- Teraz spotykamy się z asystentką Watson.
- Po co?
- By się upewnić.
- O czym? - usiłował dowiedzieć się John, jednak Sherlock milczał.
~°~
- Czy panna Watson często spotykała się z panem Feltonem? - pytał Sherlock asystentki Emmy.
- Przykro mi, ale nie mogę udzielać takich informacji - odpowiedziała pytana z kamienną twarzą.
- Prowadzimy śledztwo w sprawie morderstwa tych osób. Oczekujemy pomocy! - powiedział John okazując dziewczynie plakietkę.
- Oni byli razem... Było to całkowicie tajne! Nie poznali się na planie, wcześniej byli przyjaciółmi, ale potem coś się popsuło. Gdy kręcili sceny dodatkowe do Harrego Pottera, coś między nimi zaiskrzyło... Po zakończeniu zdjęć nadal utrzymywali kontakt, aż w końcu się zeszli. Słyszałam od Maggie, asystentki Feltona, że miał się Emmie wczoraj oświadczyć... To straszne... - powiedziała i zapłakała.
- Czy ktoś jeszcze mógł słyszeć waszą rozmowę?
- Raczej nie. Tylko my rozmawiałyśmy jeszcze z Annabeth Parker - asystentką Ruperta Grinta.
- Dziękujemy za pomoc! - powiedział John i mężczyźni wyszli z budynku.
- Co jej pokazałeś? - zapytał Sherlock.
- Plakietkę Lestrada. Co teraz robimy?
- Złożymy wraz z Mycroftem wizytę panu Grintowi.
~°~
Czterech mężczyzn weszło do bogatej wili.
- W czym mogę pomóc? - zapytała miła kobieta po sześćdziesiątce.
- Policja, przyszliśmy do pana Grinta.
- Oczywiście, proszę zaczekać w salonie, o tam, pan Grint tam przyjdzie! - powiedziała wskazując dłonią kierunek. Mycroft, Lestrade, John i Sherlock udali się do salonu. Był on bogato zdobiony, stały  nim trzy skórzane fotele oraz kanapa, w kominku palił się ogień, na prawej ścianie znajdowały się drzwi do ogrodu. Teraz były one jednak zamknięte - na dworzu padał deszcz. Po około minucie, do pomieszczenia wszedł rudowłosy mężczyzna - Rupert Grint.
- Dzień dobry, panom. W jakim celu do mnie przychodzicie? - zapytał i usiadł na fotelu.
- Jak pan pewnie wie, ostatnio zamordowano Emmę Watson i Toma Feltona - powiedział Sherlock, wstając. - Pewnie wie pan też, że Tom Felton miał się jej oświadzczyć tego dnia.
- Do czego pan zmierza? - zapytał Grint z kamienną twarzą.
- Zacznijmy może od początku. Gdy okazało się, że do Harrego Pottera będą kręcone dodatkowe sceny zaczął pan wysyłać  listy z pogróżkami...
- Co pan...
- Proszę mu nie przerywać! - powiedział Lestrade.
- Wracając, listy odniosły zamierzony skutek i nie zostały opublikowane. Cała sprawa w wytwórni przycichła, ale pan dowiedział się, że Felton i Watson są razem. Kazał ich pan obserwować, a gdy dowiedział się pan, że Felton planuje oświadczyny, zabił pan go. Prawdopodobnie Emma widziała pana podczas morderstwa, dlatego pan też ją zabił.
- Co pan insynuuje! Nie mają państwo żadnych dowodów! - powiedział Grint z oburzeniem na twarzy.
- Mamy, zarówno Watson i Felton zginęli od jadu, według niektórych, od śliny, warana z komodo, który został wstrzyknięty im za uchem, za pomocą tej - tu pokazał strzykawkę w policyjnej folii na dowody - strzykawki. Na której są pańskie odciski - dokończył, a Rupert schował twarz w dłoniach.
- Tak... Ja... To zrobiłem! - powiedział, zza dłoni. - Kochałem ją! Byliśmy nawet przez chwilę razem... Potem były te dodatkowe sceny, oddaliliśmy się od siebie... Zerwała ze mną. Załamałem się... Ale nadal ją kochałem, nie chciałem by wyszła za Feltona.  Chciałem go zabić... Niestety, Emma zauważyła.To był odruch... - powiedział.
- Jest pan aresztowany za dwukrotne zabójstwo oraz groźby! - powiedział Lestrade i zamknął kajdanki na nadgarstkach zabójcy. John z Sherolckiem wyszli z budynku. Sherlock poprawił płaszcz.
- To nie była strzykawka po jadzie - powiedział Mycroft, który pojawił się przy nich.
- Nie, kupiłem w aptece - powiedział Sherlock i wyrzucił folię do śmieci.


To opowiadanie może się pewnie niektórym kojarzyć... Z konkursu organizowanego przez Stowarzyszenie DHL. Było to, chyba, gdzieś tak na wiosnę. Zajęłam drugie miejsce (przy okazji jeszcze raz dziękuję tym, co na mnie głosowali). 
Krótko opowiem Wam, dlaczego zdecydowałam się opublikować je dopiero teraz... Cóż... Po wysłaniu go do konkursu, wrzuciłam je do folderu "Opublikowane" na dysku. I zapomniałam o nim... Ostatnio robiłam na dysku porządek... I się znalazło... A że rozdziału jeszcze nie mam... 
Co do treści... Mam nadzieję, że znalazły się osoby, którym ona się spodobała. To crossover z Sherlocka i Harrego Pottera, jak się pewnie część z Was domyśliła :D
Jak pewnie niektórzy zauważyli, na blogu zaszły drobne zmiany w szablonie... Ostatnio zaciekawiłam się kodami CSS i HTMLem... No i to jest wynik. Chciałabym dowiedzieć się jaki kolor mają u Was  podstrony (obecnie po prawej stronie)... I jak Wam się zmiany podobają! Nie wiem, czy ktoś zauważył, ale na blogu pada śnieg! Jest troszkę nie widoczny, przez jasne tło... Ale jest! 
Tytuł nowy - nie pamiętam jak to wcześniej nazwałam... 
Cóż... To chyba tyle :D
Wiedźma Finite

niedziela, 15 grudnia 2013

Urodzinki, urodzinki - bardzo proszę przeczytajcie!

Hej - jedna z czytelniczek mojego bloga, a zarazem bliska przyjaciółka obchodzi 19-ego stycznia urodziny... Znacie ją jako Drowned in the sky - może z jej bloga - Amor vincit omnia, albo z naszego wspólnego - Zagubione Opowiadania Chciałabym zrobić jej prezent... Jeżeli ktoś miałby ochotę dowiedzieć się więcej o pomyśle - zapraszam do kontaktu - alisica@o2.pl albo zagubione-opowiadania@gmail.com - bądź GG 47207073. Nie mogę podać tego tu, bo nasza Drown by przeczytała, a to ma być niespodzianka xD
Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś chętny...
W. Finite

niedziela, 1 grudnia 2013

WŻ:16

Przepraszam


Chłopak przeciągnął się na łóżku. Spojrzał na zegarek. Do śniadania miał jeszcze dwie godziny. Postanowił, że nie będzie już zasypiał, tylko ubierze się i napisze list do pani Weasley z podziękowaniami za pyszne ciasteczka, które mu wysłała. Zastanawiał się też, czy nie poprosić Freda i Georga o przysłanie kilku ich specyfików - Krwotoczków na przykład. Chłopak ubrał się i wykonał poranną toaletę. Zszedł do pokoju wspólnego i usiadł przy zapalonym przez skrzaty kominku. Po kilku minutach ktoś wpadł do pomieszczenia, a przestraszony Gryfon zrobił kleksa na kartce.

- Harry! Pomocy! Harry! - powiedziała Hermiona, gdy tylko go zobaczyła.

- Co się stało Hermiono? - zapytał, próbując ratować list.


- Musimy zabrać wszystkim egzemplarze Czarownicy! Ron nie może się dowiedzieć! - krzyknęła tamta, przy okazji paląc trzy gazety.

- A to czemu?


- Bo na okładce jest moje zdjęcie! - wrzasnęła. - Z Dra... Znaczy z Malfoyem!


- A co ty tam robisz? - wykrzyknął Harry i poddał się. Dalej ratować listu nie było sensu. Z kleksem i do tego opluty, nie nadawał się do wysłania komukolwiek.


- No... Ten... Bo... Ykhym... Widzisz... Na... Na zdjęciu całuję się... - odparła Hermiona. Zmartwiony stanem swojego listu Harry przytaknął i wstał. Spojrzał na Hermionę i pokręcił głową.


- To musi być coś strasznie ważnego, skoro zapomniałaś, że jesteś czarownicą, choć nawet ja o tym pamiętam... Accio Czarownice z całego Hogwartu! - po chwili w pokoju wspólnym Gryffindoru pojawiło się sto egzemplarzy magazynu. Harry szybko wziął jeden i wyszedł z pokoju.


W międzyczasie w jednym z górnych pomieszczeń głowa Hogwartu, kawaler odderu Merlina siedział na tronie... W toalecie. Czytał sobie kulturalnie czasopismo, o dziwo nie mugolskie, załatwiał co musiał i przy okazji zaśmiewał się w głos. Dwójka jego prefektów naczelnych całowała się na okładce i nie zwracała uwagi na cały świat... Właśnie miał mieć miejsce najśmieszy moment,  kiedy nagle brukowiec wyrwał mu się z dłoni i wyleciał przez okno, przy okazji wybijając szybę w toalecie. Dumbledore wrzasnął z wściekłości i wstał, a po chwili podziękował sobie w duchu, że nałożył na pomieszczenie zaklęcie wyciszające. Po chwili podciągnął spodnie i opuścił szatę. Tak... Był już gotowy by wyruszyć na misję poszukiwawczą Uciekającego Czasopisma...


Harry udał się na śniadanie, biorąc ze sobą gazetę. W Wielkiej Sali nie było jeszcze nikogo, co Harry przyjął z radością. Usiadł na swoim zwykłym miejscu, nałożył na talerz dwa tosty, a do kubka nalał sok dyniowy. Gazetę ułożył przed sobą. Nie było dla niego zaskoczeniem, że na okładce widniało zdjęcie całujących się Draco i Hermiony. Podziękował sobie, że przesiedział w bibliotece pięć godzin jednego weekendu i znalazł zaklęcie, które pozwoliło mu udoskonalić Mapę Huncwotów. Teraz pokazywała też to, co robią osoby w danym pomieszczeniu. Tak więc jeśli się kłócili przybierali kolor niebieski. Jeśli całowali - czerwony, gdy się uczyli pozostawai szarzy. Zaśmiał się jednak, gdy zobaczył ich miny, kiedy zauważyli, że ktoś robi im zdjęcie...

***

Harry wyszedł z Wielkiej Sali i skierował się na błonia. Po chwili dołączyła do niego Hermiona. Po krótkim spacerze dotarli do jeziora i przysiedli na brzegu.


- Czemu nawet nie zapytasz o to zdjęcie?! - zapytała Hermiona, zaniepokojona brakiem komentarza Harrego w tej sprawie.


- Jak ci tak zależy, to zapytam. Dlaczego chowałaś je przed Ronem? - Harry spojrzał na przeciwległy brzeg.


- Po wojnie... Byliśmy ze sobą przez chwilę. Był zaborczy... Do tego wszystkiego wściekł się, że Malfoy uniknął więzienia... Nie chcę go denerwować...


- A co zrobiłaś z czasopismami?


- Zaczarowałam. Nie ma teraz tam nawet wzmianki o mnie i Draco. - widząc pytające spojrzenie Harrego, przytaknęła. - Wiem, że i tak zaczną się plotki i że wszystkich gazet nie dam rady zaczarować. Chcę po prostu opóźnić moment,w którym wszyscy się dowiedzą...


- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia, Harry! - wykrzyknęła po chwili milczenia. - Powinnam ci podziękować z Draco! Co ty na kolację w Pokoju Życzeń? Będę ja, ty, Draco i jeszcze jedna osoba!


- Raczej wielkiego wyboru nie mam, jednakże jest mi bardzo miło, że o mnie pomyślałaś. Przyjdę, teraz jednak wybacz... Muszę lecieć na trening Quiditcha...

***

Po treningu Harry wrócił do Pokoju Wspólnego Gryffindoru wraz z Ronem.


- Co u ciebie i Lavender? - zagadnął przyjaciela.


- Pomalutku... - Ron uśmiechnął się rozmarzony. - Cieszę się, że jednak do mnie wróciła...  Chyba dobrze nam się układa... - na chwilę zamilkł. - Może zrobimy sobie dzisiaj taki wieczór jak w szóstej klasie? Mam jeszcze sporo udoskonalonych cukierków Freda i Georga!


- Z chęcią bym przyszedł... Ale jestem umówiony na kolację... - powiedział smutnym tonem Harry.


- Randka? - jedna brew Ronda podjechała do góry.


- Można tak powiedzieć... - Harry i Ron gadali jeszcze pół godziny.


- Muszę iść już Harry... Mam jeszcze do napisania esej na zaklęcia... - powiedział Ron i wstał z fotela. Harry otworzył szerzej oczy.


- Kurcze! Zapomniałem o tym! Która godzina? - zapytał.


- Dochodzi 18... - odparł Ron.


- Miło się gadało, Ron. Jakby kto mnie szukał, jestem w bibliotece!

***

Harry siedział nad pergaminem, notując coś szybko. W okół niego rozłożone były otwarte księgi o zaklęciach miłosnych. Chłopak był zły na swoją pamięć. I na to, że miał dopiero dwa cale na trzy obowiązkowe, a w tej chwili pozostało mu półtorej godziny do 20 i kolacji z Hermioną i Draco. Nagle usłyszał chrząknięcie.


- Potter, daj zieloną książkę! - powiedział ktoś, głosem Pansy Parkinson.


- Nie - padła lakoniczna odpowiedź, Harry nawet na chwilę nie przerwał pisania.


- Dawaj ją! - Pansy była nieustępliwa.


- Korzystam! - Pansy westchnęła. - Gdzie twoja świta? - zapytał Harry.


- Udało mi się od nich wyrwać. Dasz tą książkę? - Pansy miała ochotę zabrać mu ją sprzed nosa.


- Wyrwać? Myślałem, że jesteście jak papużki nierozłączki, nigdy nie macie siebie dość... Mówiłem, że korzystam! Jak potrzebujesz, to siądź i wyszukaj tego, czego chcesz - zaproponował ugodowym tonem Harry. - Tracę czas przez to gadanie...


- Papużki nierozłączki? Naprawdę to tak wygląda? To idiotki. Nie da się z nimi gadać... Mogłabym ci ją po prostu zabrać... - powiedziała lekko obrażonym tonem Ślizgonka.


- Tak, to tak wygląda. Ale gdybyś zabrała mi książkę, to nawrzeszczałbym na ciebie, wtedy zjawiłaby się tu pani Prince, wywaliła nas z biblioteki i żadne by z książki nie skorzystało. Mówiłem już, że mi się spieszy? - Pansy bez dalszego gadania usiadła i zaczęła przeglądać książkę. Siedzieli tak, a po dłuższym czasie podeszła do nich Bibliotekarka.


- A wy nie idziecie na kolację? - zapytała mrożącym krew w żyłach szeptem (nikt w Hogwarcie nie wiedział dlaczego wszystko co mówi, brzmi strasznie...)


- Kolacja? - zapytała para zdziwiona. - Kolacja! - wykrzyknęli znowu jednocześnie. Spakowali szybko swoje rzeczy i wybiegli z biblioteki. Bez zastanowienia wpadli do Wielkiej Sali. Harry powiedział "Cześć" i udał się w kierunku stołu Gryffindoru. Gdy tylko usiadł, spotkał się z karcącym wzrokiem przyjaciela.


- Co? - zapytał.


- Wiesz jak to wyglądało? Weszliście zdyszani, spóźnieni i, na dodatek, razem! - wykrzyczał mu Ron w twarz, przy okazji opluwając go kurczakiem.


- Ale o co ci chodzi? Kończyłem wypracowanie, potrzebowała tej samej książki! - Harry rozejrzał się. Nigdzie nie dostrzegł Hermiony. - Gdzie Miona? - zapytał.


- Nie ma jej. Powiedziała, że nie jest głodna... - Harrego olśniło...


- Która godzina? - zapytał Rona.


- Dziewiętnasta dwadzieścia, co nie zmienia postaci rzeczy...


- Przepraszam Ron, odechciało mi się jeść! - Potter opuścił kolegę. Zapomniał o kolacji, na którą zaprosiła go Hermiona. Bibliotekarka nie mogła wiedzieć, że idzie na późniejszą kolację, dlatego podeszła... Cóż. Jedno wynikło z tego dobrego. Mam pół godziny na przygotowania...

_______________

Przepraszam jeszcze raz. Za to, że nie było posta na czas. Chciałam by był długi... I tak jakoś nie wyszło. Postanowiłam dłużej nie czekać i podzieliłam na dwie części, w postaci dwóch rozdziałów ;) Następny przed świętami ;) Dedykacja dla wazystkich czytających! Szczególnie dla Zaczarowanej (z którą gadam czasami na GG xD), Rose (również GG ;)) oraz Andromedy! Dziękuję, że czekaliście. Ah! I dedykacja i podziękowania dla Oxymory, bez której bym tego nie opublikowała. Przepraszam za przerwy pomiędzy akapitami... Jak tylko dorwę się do konputera, poprawię. (Tak... Zachciało mi się gmerać w HTMLu. Na zasadzie "A co się stanie jeśli zrobię tak?")
Wasza
Wiedźma Finite

niedziela, 27 października 2013

HR3: "Przez żołądek do serca"

Zza wezgłowia kanapy widać było blond czuprynę. Tylko jedna osoba w całej szkole nosiła taką fryzurę...
- Malfoy... - odezwała się Hermiona, a Draco podskoczył.
- Co ty tu robisz? - zapytał zaspanym głosem. - Granger?
- Skrzaty nie przywiozły moich ubrań, Dumbledore powiedział, że poprosi ciebie byś mi pożyczył koszulę.
- Życzę ci koszuli. Co ty TU jednak robisz? - zapytał.
- Przyszłam po koszulę! - wykrzyknęła zdenerwowana lekko dziewczyna.
- Dobra, jak mniemam nie wyjdziesz stąd bez jednej... Chodź! - powiedział i udał się w kierunku schodów. Wszedł do pokoju z napisem "Draco Malfoy", a za nim Hermiona. W pomieszczeniu były cztery drzwi. Jedne prowadziły na korytarz, a drugie do łazienki - tak przynajmniej zakładała Hermiona. "Dokąd prowadzą pozostałe drzwi?" - zastanawiała się. Wtem Draco podszedł do czarnych drzwi i je otworzył. Natychmiast wewnątrz pomieszczenia, które za nimi się kryło, zapaliły się pochodnie. Malfoy wszedł do pomieszczenia i gestem nakazał Hermionie to samo. Okazało się, że jest to garderoba. Setki, tysiące ubrań wiszących na wieszakach i poukładanych na półkach. Miona złapała się za głowę. Nawet w sklepach nie widziała takiej ilości ubrań! - Jaki kolor? - zapytał niespodziewanie Draco.
- Co? - zapytała nieprzytomnie.
- Granger! Kolor! Kolor koszuli!
- E... Różowy? - odpowiedziała po chwili namysłu.
- Czy ja wyglądam na Dumbledora, by chodzić w różach?
- Wybacz... Chciałam się upewnić czy przypadkiem nie ma tu wszystkich ubrań świata. Poproszę czarną, jeśli masz... - powiedziała, a Malfoy przywołał różdżką koszulę. - To możemy używać różdżek?
- Czasami mówisz takie głupstwa, że szok. Jesteśmy w Hogwarcie! W nim przez cały rok możemy używać zaklęć! - powiedział z typowym dla niego, malfoyowskim uśmieszkiem. Hermiona w duszy przeklinała siebie za zadane pytanie. - Nie musisz oddawać koszuli. Mam takich jeszcze ze dwieście.
***
Hermiona wróciła do siebie, była wściekła na siebie... Usiadła w pokoju wspólnym i pożałowała, że trafiła do Gryffndoru. Nie był to zły dom, odpowiadały jej wartości jakie Gryfoni wyznawali. Brakowało jej tylko barku... W pokoju wspólnym Ślizgonów był najbardziej wyposażony barek w Hogwarcie. Niektóre substancje, jak głosiła plotka, nie były całkiem legalne - w Hogwarcie ich spożycie było zakazane. Do takich alkoholi należała między innymi Ognista Whisky. Krukoni i Puchoni też mieli swoje barki, jednak występowało w nich tylko kremowe piwo. Za to Grfoni... Jedną z nieoficjalnych cech mieszkańców tego domu była słaba głowa. Oczywiście nie tyczyło się to wszystkich uczniów... Jednak w wypadku niektórych... Takich jak Ron, Harry, Lavender... Dwa piwa kremowe wystarczały do osiągnięcia stanu upojenia alkoholowego... Przez krótki moment Hermiona zastanawiała się, czy nie udać się do lochów i nie wykraść z barku Ślizgonów rozgrzewającego miodu, jednak perspektywa spotkania z Malfoyem zniechęciła ją do tego. Dziewczyna z westchnieniem wstała i ruszyła do swojego dormitorium. Gdy do niego weszła, ucieszyła się, bowiem skrzaty przygotowały już dla niej mydło i ręcznik, które teraz leżały na jej łóżku. Wzięła szybko swoje rzeczy i ruszyła w kierunku łazienki. W połowie drogi uprzytomniła sobie, że przecież jest prefektem i może skorzystać z Łazienki Prefektów. Odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju.
***
Hermiona siedziała na parapecie. Czoło opierała o szybę. W pomieszczeniu było ciemno, a za oknem szalała burza. Przez niebo przedzierały się błyskawice, by klka sekund później szybami zatrzęsł grzmot. Dziewczyna nie bała się ani trochę. Mimo, że burza była chyba jedyną rzeczą jaką kiedykolwiek kochał jej ojciec, z którym chciała mieć jak najmniej wspólnego, sama również delektowała się czasem, który spędzała na jej oglądaniu.  Nagle zobaczyła jak ktoś wybiega z Zakazanego Lasu. Zaciekawiona zeskoczyła z parapetu. Wyszła z dormitorium i skierowała się w kierunku schodów. Chwilę później stała przed drzwiami na błonia. Wypowiedziała zaklęcie, które podał jej Dumbledore i wrota się otworzyły. Wybiegła na deszcz. Ciepłe krople spadały na jej głowę i moczyły koszulę, którą dostała od Malfoya. Pioruny co chwilę rozświetlały błonia. Hermiona biegła do miejsca, gdzie widziała postać. Na ziemi leżał kot. A raczej to, co z niego pozostało. Sierść miał tylko na pyszczku, uformowaną w mroczny znak. Dookoła walały się jego narządy. Hermionie żąłądek podjechał do gardła. "Więc Voldemort już wie..." pomyślała. "Przy nim powiedzenie "przez żołądek do serca" nabiera nowego znaczenia..."


_____________________________________

Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Wybaczcie, że tak długo nic nie publikowałam... Skupiłam się na ZO i tam głównie piszę... W dodatku wraz z początkiem roku szkolnego zaczęłam uczęszczać do teatru i mam mało czasu dla siebie... W dodatku teraz zaczął się sezon sprawdzianów... Eh...  
Kilka ogłoszeń... 
Uno. Dedykacja dla Andromedy.
Secundo. Odnośnie WŻ.... Następny rozdział pojawi się 9~10~11 listopada... Może wcześniej, jak zaskoczy mnie liczba komentarzy (nie spodziewam się żadnej wielkiej, więc nie sądzę, że będzie to jakiś problem). Powiem Wam, że najwyżej będzie ich 20 + epilog, czyli czeka nas jeszcze 6 notek zatytuowanych WŻ. Chciałabym skończyć WŻ do stycznia. Mogę zdradzić tylko, że pomiędzy ostatnim rozdziałem, a epilogiem będzie spory przeskok czasowy. I tak nie do końca będzie happy end...

Tertio. Od tej pory będę odpowiadała na wszystkie komentarze i przy notce podawała termin najbliższej. Macie prawo wrzeszczeć jeśli nie opublikuję na czas :D
Mam nadzieję, że się podobało,
Finite

czwartek, 26 września 2013

HR:2 "Co ja mogę, biedny żuczek"

- Niestety, ale nie. Nie jesteś Granger. Jesteś Riddle. Mam taki obowiązek, przykro mi.
-Nie rozumiem...
- Jeśli prawdziwi rodzice, czarodzeje, żyją, to ich dziecko musi przebywać z nimi, a przynajmniej mieć ich nazwisko. U nas nie ma czegoś takiego jak adopcja.
- To wiem - zaczęła obrażona Hermiona. - Pan mnie nie zrozumiał. Ja mówiłam o środku! - powiedziała, wskazują  palcem na swoje serce.
- Powiedzmy, że rozumiem... - odparł niepewnie staruszek, a Hermiona poczuła jakby cała dobroć i empatia, którą zwykle pajał do uczniów, wyparowała, a zamiast niej pojawił się smutek, złość... - Dlaczego jednak o tym wszystkim mi mówisz
- Bo ja nie chcę wrócić do ojca - odparła dziewczyna, zresztą zgodnie z prawdą... Za nic na świecie nie chciała znów zabijać czegokolwiek, ani codziennie widzieć oślizgłej, pozbawionej nozdrzy twarzy byłego Ślizgona...
- Rozumiem - Hermiona miała wrażenie jakby rozmawiała z psychologiem. - Co jednak ja mam do tego?
- Voldemort mnie szuka. Nie chcę żeby mnie znalazł! - powiedziała Hermiona, opuszczając głowę. Całym swoim sercem miała nadzieję, że Dyrektor nie powie teraz "Co ja mogę, biedny żuczek?". Pewnie inna dziewczyna na jej miejscu nie miałaby żadnych wątpliwości, że Dumbledore coś wymyśli... W końcu nawet Voldemort bał się starca... I nie bez kozery nazywano go najpotężniejszym czarodziejem... Jednak Hermiona była ponadprzeciętnie inteligentna i wiedziała, że Profesor odczuwa swój wiek, a ostatnia walka z Czarnym Panem tylko bardziej go wykończyła.
- Możesz zostać w Hogwarcie do końca wakacji, jednak mnie tu nie będzie. Zostanie tylko pan Filch. Prawdopodobnie pojawi się też jeden z uczniów - słysząc pierwsze zdanie, Hermiona odetchnęła z ulgą... Cieszyło ją to, że nie będzie jednak całkiem sama.
- Dobrze, znajdę swoje rzeczy w pokoju? - zapytała już rozluźniona.
- Skrzaty jurto je przyniosą - wtem rozległo się pukanie w szybę. Dumbledore wstał i odwiązał pergamin od nogi sowy, która przyleciała. - Jeśli potrzebujesz koszuli to udaj się proszę do drugiego ucznia, poproszę go wcześniej by ci użyczył.
- Dziękuję panie profesorze.
***
Hermiona szła przez korytarze w szkole. Zastanawiała się nad swoim losem. Doszła do portretu Grubej Damy i przypomniała sobie, że nie zna hasła. Kiedy jednak spojrzała na obraz, zauważyła, że ramy są puste.
- Po prostu popchnij obraz. Dama wyjechała do swojej przyjaciółki na siódme piętro i nie wróci do końca roku szkolnego - powiedział obraz życzliwej kobiety. Dziewczyna podziękowała i weszła do pokoju wspólnego Gryffindoru. Lubiła te kolory. Szkarłatny kojarzył się jej krwią - czymś co jest naturalne, ludzkie. Złoto kojarzyło się jej z szlachetnością. Pamiętała jak w pierwszej klasie Tiara chciała przydzielić ją do Slytherinu. Powiedziała jej wtedy, że nie chce być taka jak ojciec. Zdziwiła się wtedy, że trafiła do Gryffindoru. Myślała, że trafi do Ravenclav. Była wtedy bardzo zaskoczona. Do tej pory nie wiedziała dlaczego trafiła do domu Lwa. Nie miała cech prawdziwego Gryfona. Nie była odważna. Tak rozmyślając, wszła po schodach do swojego dormitorium. Zauważyła, że na drzwiach nie wisi już "Hermiona Granger", a "Hermiona Riddle". Patrząc na swoje nazwisko Miona poczuła obrzydzenie. Wolała być "szlamą Granger" niż "arystokratką Riddle". Stojąc przez chwilę nieruchomo dziewczyna myślała nad swoim życiem w kłamstwie. Bała się, że Dumbledore będzie chciał od niej czegoś. Bała się reakcji Harrego i Ginny, i Rona.  Postanowiła jednak nie zawracać sobie tym głowy, na razie musiała dowiedzieć się kim jest drugi uczeń oraz upewnić się, że nie dowie się on, przed początkiem roku szkolnego, kim ona jest. Postanowiła więc nie wchodzić do swojego dormitorium, a od razu pójść do drugiego ucznia.
***
Dumbledore nie powiedział jej z jakoego domu jest ten uczeń. Na samym początku poszła więc w kierunku pokoju wspólnego Puchonów, który był jednak zamknięty. Tak samo było z pokojem Krukonów. "W takim razie ten uczeń musi być Ślizgonem!" - pomyślała i udała się do lochów. Przeszła przez ścianę. Znalazła się w ciemnym, ale przytulnym pomieszczeniu. Przez oparcie kanapy widać było włosy ucznia...

 ______________________________________________
Dedykacja dla Romili Asteri Ellis :D 
Wybaczcie błędy :D

piątek, 16 sierpnia 2013

WŻ:.15

- To co porobimy? - zapytała Polka.
- Może pogramy w butelkę? - zapytał Blaise.
- Na chamskie? - upewnił się Kostek. Anglicy skinęli głową, a Zabini zaczął szukać butelki. Gdy przeszukał już prawi cały namiot, poczuł szturchnięcie w bark.
- Zabini. Jesteś czarodziejem, geniuszu - uprzytomniła mu Ginny, ten jednak spojrzał na nią z niezrozumieniem. Wesleyówna wyjęła więc swój magiczny patyk, machnęła nim kilka razy i za pomocą niewerbalnego zaklęcia zamieniła jeden z herbów Hogwartu wiszących w namiocie w butelkę. - Tak to się robi! - Swoją wypowiedź zakończyła uśmiechem. W międzyczasie Alice i Kostek skombinowali skądś owoce i ciastka oraz coś do picia.
- A nie ma Ognistej? - zapytał z zawiedzioną miną Blaise.
- Nie ma, według regulaminu nie możemy pić alkoholu w trakcie trwania zawodów... - odparł ze smutną miną Kostek, nim jednak ktokolwiek zdążyłby powiedzieć "Riddiculus" rozpromienił się. - Ale mamy Grapcia!
- Co to jest ten Grapcio? - zapytała Alice zdezorientowana Ginny. W tym samym czasie czwórka czarodziei usiadła w kole na dywanie.
- Grapcio to polskie picie. U nas w szkole mówi się, że Grapciem można się upić. Tak naprawdę to zwykły soczek dla dzieci i zawartość alkoholu jest równa zeru, ale wesoło się robi - wyjaśniła z uśmiechem Ala. - Kto pierwszy kręci?
- Kręć - odparł Blaise, a reszta mu przytaknęła. Alice wyciągnęła rękę i zakręciła. Wypadło na Blaisea.
- Pytanie czy zadanie? - zapytała.
- Dam dobry przykład i wezmę zadanie - odparł tamten. Dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie.
- Say "chrabąszcz" - powiedziała, a Blaiseowi zrzedła trochę mina.
- To jest chamskie! - warknął.
- Miało być na chamskie! - Uśmiech
Alice się pogłębił.
- Ch... Chr... Ab... On...Sc - wydukał Blaise, a Ginny i Alice roześmiały się, Kostek pozwolił sobie tylko na uśmieszek. Przed kolejnym kręceniem, Kostek rozdał Grapcia. Ginny otworzyła i spróbowała go. Smakował bardzo sztucznie.
- Dobra Blaise! Kręcisz! - Zabini zakręcił, wypadło na Kostka.
- Pytanie czy zadanie?
- Pytanie - odparł pewnie Polak.
-  Co czujesz do Alice? - Kostek się zmieszał.
 - Eeee... Jest niesamowita... Bardzo ją lubię... - powiedział. Dziewczyny nachyliły się do siebie i zachichotały. - Dobra! Kręcę! Alice! Ok... Zadanie czy pytanie?
- Pytanie - odparła, w tle dało się słyszeć zduszone "ejjj" Blaisea.
- Czego najbardziej się wstydzisz?
- Ale to co powiemy i zrobimy pozostaje między nami? - odpowiedział jej twierdzący pomruk. - Jestem czystej krwi i tego się wstydzę...
- Zwariowałaś?! - wykrzyknął Blaise.
- Nie! Moja rodzina jest snobistyczna, jakikolwiek ślad empatii okazuje tylko i wyłącznie czystokrwistym od co najmniej siedmiu pokoleń! Gdy wygarnęłam im, że się ich brzydzę i że mugolacy to też ludzie, oni jako karę nie wydziedziczyli mnie! Ba! Przepisali wszystko na mnie, zmuszają do chodzenia na bankiety i podkreślają moją czystokrwistość! Wstydzę się tego, bo popierali Voldka! - Alice zawiesiła głos i pociągnęła dużego łyka z butelki Grapcia. - Kręcę! - wypadło na Blaisea.
- Zadanie.
- Będziesz się jutro zalecał do naszej nauczycielki, ale tylko jeśli  nie pogodzi się ze Snapem.
- Tym razem nie zaprotestuję, a z milczeniem przyjmę zadanie. Teraz ja kręcę! - butelka zawirowała i wskazała rudowłosą. - Królowo moja! Dozgonnie wdzięczny za uratowanie życia sługa, uniżenie kożystając ze swojego przywileju prosi o pocałunek! - żebyście widzieli uśmiech Blaisea! Tak wyszczerzonej twarzy toście nigdy nie widzieli. Natomiast Ginny nie była zadowolona - wręcz wykrzywiła twarz w grymasie obrzydzenia.
- Ciebie? Żartujesz chyba sobie?! Miałabym pocałować CIEBIE?! Wolałabym żabę! - wykrzyknęła i zaczerwieniła się lekko z wściekłości. Bo pierwsze jej zadanie i ma całować akurat tego szympansa?
- Dobrze... W takim razie... - Blaise wypowiedział zaklęcie i zmienił się w żabę. Ginny jeszcze bardziej zaczerwieniła się lecz podeszła do żaby i szybko musnęła ją ustami. Żaba zmieniła się w Blaisea - był to stary czar znany czystokrwistym czarodziejom, którzy robili sobie żarty z mugolskich księżniczek.
- Wiesz... Ta forma pasowała do ciebie... - zaczęła Ginny, jednak Blaise jej przerwał.
- To miał być pocałunek! Nie muśnięcie! - wydarł się. Ginny jednak zdążyła już zakręcić. Wypadło na Alice...
Wszyscy wypili razem z pięć litrów Grapcia, grając w butelkę, więc całe towarzystwo było już poweselałe i pozbyło się pewnych zahamowań. W pewnym momencie w srebno-złotym namiocie dało się słyszeć wrzask Alice.
- Mam pomysł! Hik A może by tak hik zarobić? - zapytała próbując powstrzymać czkawkę, która pojawiła się po wypiciu zbyt dużej ilości Grapcia.
- Hik j... hik ak? - zapytał Blaise, który tęskniąc za swoją przyjaciółką Ognistą, wypił więcej Grapcia niż inni.
- Zrobimyhikwamhikzdjęciehikjakhiksięhikcałujecie! - wykrzyknęła Polka. Po kolejnym łyku Grapcia, czkawka nagle jej przeszła. - Sprzedamy je do "Czarownicy" - podzielimy się zyskami!
- Ile? - zapytała Ginn, a Blaise spojrzał na nią pytająco - nie sądził, żeby coś takiego w ogóle przeszło.
- Coś koło 500 galeonów na łebka... - powiedział Kostek.
- Stoi! - powiedziała Ginny. - To wy robicie zdjęcie, a my się całujemy.
- Ale kto powiedział, że ja się zgadzam? - zapytał Blaise.
- Oh... Błagam cię... Wszyscy wiedzą, że się zgodzisz...
- Znasz mnie na wylot kochanie... - odparł z rozbrajającym uśmiechem Blaise.
- Gotowi? - zapytała Alice, która zdążyła znaleźć aparat. Odpowiedzieli jej skinięciem głowy. Ustawili się na tle godła Hogwartu i spojrzeli sobie w oczy.  Ginny nagle ogarnęły wątpliwości. Czy na pewno to jest dobre? Chciała znów poczuć usta Blaisea na swoich, ale nie chciała się z nim całować. Zastanawiał się w ogóle dlaczego zainteresowała się opcją z pocałunkiem. Miała jeszcze tysiąc myśli związanych z tą sytuacją, jednak  nagle przestała móc myśleć o czymkolwiek... Blaise ją pocałował. Kontem oka zauważyła mignięcie lampy błyskowej, jednak przyjemna chwila nadal trwała. W końcu Ginny postanowiła poddać się emocjom i pogłębiła pocałunek, przybliżając się mocniej do Blaisea. Błyski światła następowały raz za razem, a oni nie kończyli... W końcu zabrakło im powietrza.
- Za taki materiał zdjęciowy to dostaniemy jeszcze więcej... Szybko, trzeba zdążyć na dzisiejsze wydanie! - zawołała Alice, jednak Blaise i Ginny ciągle spoglądali sobie w oczy. - Ma ktoś z was sowę?
- Ja mam - powiedziała Ginny, odwracając się od Blaisea...

_____________________________________

Przepraszam, przepraszam, przepraszam, że ten rozdział jest tak krótki... Nie mam za bardzo czasu by pisać cokolwiek na WoH i Wojnę - cały mój wolny czas poświęcam Zagubionym Opowiadaniom. Bardzo Was też serdecznie na nie zapraszam. Publikuję tam ja, Blackie Line, Kaja Malfoy, Maks aka Marty Irish (i setka innych nazw) oraz Andromeda. Sądzę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jest jedno opowiadanie o HP - napisała je Kaja, dwa moje opowiadania o Pingwinach z Madagaskaru, seria o Grze o Tron, Maksa, oraz Tajemniczy Kot - Andromedy - waz z miniaturkami Blackie.
Byłoby nam bardzo miło, gdyby ktoś jakoś rozreklamował bloga - choćby przez dodanie linku. Za każde wejście i przeczytanie bardzo dziękuję.
Wracając do Wojny Żartów... Jestem bardzo zawiedziona ilością komentarzy, nie,  nie będę o nie prosiła, błagała, szantażowała - po prostu jest mi przykrą, że rozdział jest wyświetlany ponad sto razy, a komentarze są dwa. Dziękuję jednak bardzo za każdy ślad. Są dla mnie bardzo ważne - każda krytyka czy pochwała jest dla mnie miodem na serce.
Dziękuję jeszcze wszystkim za przeczytanie.
Finite