piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 13


Rozdział 13



- Idziemy - powiedział Blaise. Udali się w kierunku Hogwartu. Z SW udali się w kierunku lochów. Zapukali w drzwi gabinetu Snapea. Drzwi otworzyły się same, a z głębi pomieszczenia rozległo się "Właźcie!"
- Wzywał nas pan profesorze - powiedział Blaise.
- Pamiętacie po co w ogóle trenujecie? No więc zawody się przeniosły w czasie... Zaczynają się jutro w Durmstrangu. Za półgodziny wyruszamy. Bądźcie gotowi. A teraz wynocha! - Gdy wyszli i odeszli, Blaise przyparł Ginny do muru.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Dlaczego mnie unikasz?! - warknął.
- Muszę się spakować - odpowiedziała niewzruszona, próbując się wydostać.
- Odpowiedz!
- Myślałam, że ci na mnie zależy. Koniec - odwarknęła, wyswobodziła się z uścisku i uciekła do swojego dormitorium.

***

Ruda siedziała w swoim dormitorium i płakała. Płakała nad swoją głupotą i odwagą, której, w jej mniemaniu, miała tyle, co kot napłakał.
- Co się stało? - zapytała Hermiona.
- Muszę wyjechać, na Zawody... A Blaise to... sło*k! - zachlipała.
- Dlaczego? - zdziwiła się Miona...
- Napiszę ci o tym już z Durmstrangu... Mam jeszcze dwadzieścia minut na spakowanie się i zejście do Sali Wejściowej...
- Wstawaj! - wykrzyknęła Hermiona i pociągnęła Ginny. - Pomogę ci!
We dwie uwinęły się bardzo szybko. Ginny już wcześniej schowała swój dziennik, dlatego nie bała się, że Mionka będzie ją o niego wypytywać, w wypadku, w którym by go znalazła... Brązowowłosa zaczarowała czarno-szarą torbę Ginny, tak, że mieściło się w niej absolutnie wszystko.
Dziewczyny spakowały ubrania na tydzień i czarną sukienkę z beżowym paskiem, do których dobrały szpilki o tym samym kolorze.
- To pa Gin! Pisz często! I wygraj te zawody. Dla mnie! - powiedziała Hermiona, obejmując Rudą i całując ją w policzek.
- To pa! Wyślesz list do moich rodziców, że wyjechałam? Bo wiesz... Ja nie mam sowy...
 - Zupełnie o tym zapomniałam! - wykrzyknęła Miona. - Chalcitis! - zawołała, a do pomieszczenia, przez otwarte okno wpadła ruda sowa. - Widzisz... Tonks zostawiła mi ją w spadku... Mam swoją i ta nie była mi potrzebna... Miałam dać ci ją na imieniny... Ale teraz nadarzyła się lepsza ku temu okazja! Jest twoja!
- Mionka! Nie wiem jak ci się odwdzięczę! - wykrzyknęła uradowana Gin!
- Nie musisz! Idź już i się nie spóźnij!

___________________________________

Ta dam!
Dzisiaj są moje imieniny, z tej okazji rozdział trzynasty! 
Prosiłabym Was o prezent imieninowy... Jako, że jest trzynastu obserwatorów, prosiłabym o trzynaście komentarzy, na trzynasty rozdział!
Zapraszam na mojego bloga Zagubione Opowiadania.
Dla interesantów na WoH też nowa notka!

czwartek, 20 czerwca 2013

Na dwa fronty... Klasa druga

Prolog:. Klasa druga

Prolog:. Klasa Pierwsza w zakładce "Na dwa fronty..."


Znowu znalazłam się na peronie. W dość napiętej atmosferze. Wczoraj pokłócili się moi rodzice. Poszło o to, czy, gdy odprowadza się swoje dziecko na peron, wypada je pocałować w policzek, czy też nie. Matka była za tym, że należy. Najwidoczniej wygrała, bo poczułam jej usta na swoim policzku. Ojciec tylko uścisnął mi dłoń. Tak wolałam - nie było to ani manifestujące "bliskość", ani jej brak. Tak jak w tamtym roku, gdy tylko znalazłam się na stacji naskoczyła na mnie Pansy Parkinson. Rodzice wdali się w niezobowiązującą pogawędkę, a Pansy opowiadała mi o tym tygodniu wakacji, który spędziła beze mnie w San Francisko u dziadków. W pewnym momencie starsi członkowie naszych rodzin zawołali nas. Podeszliśmy do Malfoyów i Zabinich. Parkinsonowie nas przedstawili.
- Lucjuszu, Narcyzo, Łucjo, Edwardzie to Mycroft i Molly oraz ich córka Sher - dorośli wymienili między sobą uściski dłoni. Spojrzałam na Lucjusza.
- 100707079 galeonów, czysta krew - powiedziałam, a rodzice spojrzeli na mnie dziwnie. - Chciał pan znać stan naszego konta i status krwi, więc pana o nim poinformowałam - powiedziałam w kierunku tlenionego blondyna.
- Cóż... Dziękuję. Mogłabyś wraz z Pansy znaleźć Draco? Chcę się z nim pożegnać, a gdzieś zniknął z Blaisem... - powiedział, patrząc się na mnie. Spojrzałam jego oczy. Były dla mnie zagadką.
- Tak!!! Pójdziwmy go poszukać! - wykrzyknęła Pansy i pociągnęła mnie w kierunku ślizgonów. W tłumie wychwyciłam wiele znajomych twarzy. Moją uwagę zwracały dziwne zachowania i nietypowe sytuacje. Znalazłyśmy Draco koło środkowego wagonu. Jak zauważyłam już za pierwszą moją podróżą Hogwart Ekspress, pociąg składał się z trzech wagonów. Jednak ze względu na ilość uczniów, był magicznie poszerzany. Młody Malfoy przechwalał się, gdy podeszłyśmy. Dziewczyny wokół niego zgromadzone, wpatrywały się w jego oblicze maślanymi oczyma.
- Młody pan świata proszony do ojca! - powiedziałam sarkastycznie.
- Kocha, to poczeka... - odpowiedział.
- Kocha, nie kocha, dostałyśmy takie zadanie. Ruszaj się. Blaise! Idziemy! - powiedziałam. Ruszyliśmy w kierunku naszych rodziców. Za nami szły dziewczyny.
- Czemu czepiłyście się go jak rzep psiego ogona? Wszędzie za nim łazicie! Chcę choć przez chwilę nie być popychana, przez was! - wykrzyknęłam, gdy kolejny raz zostałam popchnięta.
- A co? Zazdrosna? - odezwał się Blaise.
- A o kogo? - odpowiedziałam pytaniem. - Idźcie stąd! - poszły.
- Dziękuję ci za przyprowadzenie Draco, Sher... Zapraszam do nas na bal noworoczny. Liczę, że przyjdziecie... - powiedział, a moi rodzice się zgodzili.
***
"Komnata tajemnic została otwarta. Strzeżcie się wrogowie Dziedzica." prosty, bez zbędnej treści komunikat. Oczywiście Potter jakimś dziwnym trafem jest w to zamieszany... Będę musiała pogadać ze Snapem. Może potwierdzi moje domysły...
***
Czyli to jest TA komnata tajemnic... Szłam korytarzem, koło łazienki dla dziewczyn, tej, w której straszy Jęcząca Marta, gdy usłyszałam syk. Wąż. Zaciekawiona weszłam do łazienki. Ujrzałam po prawej i po lewej kabiny toaletowe, a na samym środku, okrągłą, rzeźbioną umywalkę, a właściwie ich zespół. Syczenie dochodziło z rur. Nic jednak złego w łazience sie nie działo...
***
Cisza i spokój. Tego chcę. Ostatnimo czasy ciągle zdarzają się spetryfikowania, a ja ciągle słyszę syczenie... Zagadki pomagają oderwać mi się od rzeczywistości... Na przykład prawdę o Lockharcie odkryłam w ciągu sześciominutowego spotkania... Teraz idę na pierwsze zajęcia z astronomii...
***
- Po co mi wiedza, że Ziemia kręci się wokół Słońca? Jak dla mnie może kręcić się i wokół sło*ka! - krzyczałam, chodząc po pokoju.
- To... Elementarna... Haha... Wiedza - powiedziała, śmiejąc się Pansy. Gdy powiedziałam tak na astronomii, profesorka o mało nie wyrzuciła mnie z Wieży. - Dobrze, że nie odebrała ci punktów!
- Mało mnie obchodzi! Kilka sło*ków z kryształkami! Eh! Idę do biblioteki! - wychodząc trzasnęłam drzwiami. Gdy byłam na piętrze z nawiedzoną łazienką, nagle mignęły mi rude włosy, które zniknęły w drzwiach do niej. Poszłam za nimi. Właścicielką włosów okazała się Weasley. Podeszła do jednego z kranów.
- Otwórz się! - powiedziała. Nagle zamiast umywalki była wielka dziura. Ruda zniknęła, a ja oznaczyłam kran rzeźbą węża. Udałam się do biblioteki. Wiedziałam, że właśnie odkryłam Komnate Tajemnic i sprawczynię zamieszania. Poszłam do biblioteki i sprawdziłam jedno hasło. Znalazwszy to co chciałam, postanowiłam wrócić. Nagle zauważyłam spetryfikowaną osobę. Nic nie myśląc, wsadziłam jej do ręki świstek.
***
Wszystko skończyło się dobrze... To sarkazm oczywiście. Potter uratował szkołę, Lockhart oszalał, Gryffindor wygrał, i tak dalej... Potterowi sporo zajęło zrozumienie moich wskazówek... Cóż... Dobrze, że ślizgoni nie wiedzą o tym, że to dzięki mnie Gryffindor wygrał, ale i tak mnie to nie obchodzi.
_____________
Hejka! Właśnie wracam z Wa-wy, a tą notkę napisałam w naszej stolicy ;)
Co do zagwiazdkowywania sł*ika... Hołd składam w tym miejscu Anicie, która chce być prezydentem. Podczas jazdy autokarem, do teatru, powiedziała, że przekleństwem może być każde słowo... i uchwaliła ustawę o tym, że sło*ik należy do przekleństw. Tak więc: sło*kujcie się!, mówcie jesteś sło*kiem, zasło*kowe coś. Koniec ze potocznym językiem! Sło*iki i Anita!
F.
Ps
Notka, oczywiście z dedykacją dla Anity :D

Edit:
Anita prosi o udostępnianie, jak pisałam w komentarzu.

wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 12

Rozdział 12



Ginny zasnęła...

***

- Hejka Hermiono! - przywitała się z przyjaciółką.
- Cześć Ginny! Jak tam po imprezie?
- A jak sądzisz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Pewnie niewyspana jesteś... - odpowiedziała i uśmiechnęła się. Kilka sekund później uśmiech jej zrzedł. - Ja nic nie pamiętam...
- Naprawdę?! - zapytała zdumiona Ginny. Hermiona nie piła wczoraj prawie nic.
- Tak... Ale to jest takie inne... Jakby... Ktoś rzuciła na mnie czar... - podzieliła się swoimi przypuszczeniami Hermiona. Wtem podszedł do nich chłopak.
- Parker, czego tu szukasz? - zapytała Ginny zimnym tonem.
- Mam prawo spotykać się z  moją dziewczyną! - odpowiedział, szepnął coś na ucho Hermionie i objął ją w talii.
- Jaką dziew... - zaczęła Ginny, lecz ktoś jej przerwał.
- Ginn, przepraszam, muszę iść... - powiedziała Hermiona, pocałowała Rudą w policzek i odeszła wraz z Edwinem. Dziewczyna popatrzyła się przez chwilę na odchodzącą przyjaciółkę i zmarszczyła czoło. Cały czas  myśląc o tym co przed chwilą miało miejsce, poszła na śniadanie. Na talerz nałożyła sobie dwie kanapki z szynką, które szybko zjadła i popiła sokiem dyniowym. 
Następnie wyszła z WS i udała się w kierunku pokoju wspólnego Gryffindoru. Weszła do swojego dormitorium i ubrała dres. Wyszła na błonia i zaczęła się rozciągać. Widziała kilku fanów książek i świeżego powietrza, którzy mimo niskiej temperatury postanowili poczytać na dworze. Chwilę później zaczęła biegać.



Po około piętnastu minutach biegu poczuła czyjś oddech na swoich plecach. Chwile później ta osoba zrównała się z nią.
- Czego? - zapytała chłodno Ginny.
- Chciałem zapytać czemu mnie unikasz od rana - odpowiedział Blaise. Ginny powróciła myślami do dzisiejszego dnia. Faktycznie, nie spojrzała dzisiaj na stół ślizgonów, ani nie spotkała Blaisea na korytarzu...
- Skąd ten pomysł? - zapytała.
- Domyśl się. To odpowiesz mi dlaczego? - zapytał Blaise.
- Domyśl się.
- Gdybym wiedział to bym nie pytał! - odpowiedział Diabeł, a Ruda przyspieszyła.
- Przeanalizuj wczorajszą imprezę! - odkrzyknęła.
- Najpierw całowałem się z jakąś dziewczyną, potem z tobą, potem Draco całował się z Granger i to tyle... - odpowiedział, a Ginny gwałtownie skręciła w las i zatrzymała się na polance.
- Hermiona całowała się z Malfoyem? Myślałam, że mi się to tylko przyśniło. Wiesz, że ona nic nie pamięta?! - zapytała.
- To tak jak Draco! On nic nie pamięta z imprezy! - wykrzyknął Blaise.
- Hermiona wróciła do Parkera... - oznajmiła smutno Gin.
- NAPRAWDĘ?! - nie dowierzał Diabeł, a Ruda kiwnęła potakująco głową. Nagle na polanę wbiegła łania.
- Blaise weź Weasley i przychodź szybko do mojego gabinetu! - odezwała się głosem Seversa Snapea.


__________________________________

Uf...
Kisiel fluskawkowy mi oziębł, palce zmęczyły się od pisania, oczy od jasności monitora, mózg od wymyślania i.... Napisałam notkę!
Nie będę Wam pisać co planowałam, a czego nie... Będzie to moja tajemnica.... Mało osób przejęło się tym, że zawieszam bloga... Cóż, blog nadal zawieszony jest...
Notka z dedykacją - dla Ginny Potter i dla Cave.
Następną rzeczą, którą opublikuję będzie miniaturka Drowned, najpierw muszę ją jednak sprawdzić, a to najwcześniej jutro...
Zapraszam na WoH!
Zdrówka!
F.

sobota, 25 maja 2013

Ważne!

Tak dzisiaj w smutnym tonie.
Zawieszam bloga.
To znaczy nie na stałe. Do końca czerwca pojawi się rozdział 12 i 13, rozdziału 11.3 nie będzie. Za to w wakacje, jak wrócę - w sierpniu, postaram się dodawać codziennie notki. Wszystko będzie miało około 45 notek. Cały blog. Zamierzam go skończyć do końca października. Potem postaram się opublikować HR - tajemnicę! Ci, którzy wiedzą o co chodzi, proszę o milczenie. Potem będzie sequel do tego opowiadania.
Zapraszam na Women of Holmes - będę go prowadzić cały czas - nie zawieszam.
Co do powodów zawieszenia:
  • Brak czasu,
  • brak weny na to opowiadanie
  • znów brak czasu
Ah! Na fanficion.net znajdziecie mnie pod nickiem FiniteHolmes.
Weny Wam!
Finite
Ps
To nie oznacza, że nie może pojawić się więcej notek. Być może do końca czerwca opublikuję i 15 rozdział
?

poniedziałek, 13 maja 2013

Rozdział 11.2


Rozdział 11.2

Rozdział pisany wraz z Drowned!

Spotkała Pottera, który całował się z jakąś
czarnowłosą dziewczyną. Obrzydzona (Harry bynajmniej dobrze nie całował),
chciała iść dalej, kiedy zobaczyła kolor krawatu partnerki Wybrańca.
Cały był srebno-zielony! Chwilę później para odsunęła się od siebie.
Wtedy Ginny przeżyła szok. Harry Potter,
Chłopiec-Który-Przeżył-Dwukrotnie, całował się z pewną ślizgonką o
wdzięcznym nazwisku Parkinson, a imieniu Pansy. Zaskoczył ją również fakt, że nie było jej przykro, myślała, że czuje coś do Wybrańca. Jednakże nie miała czasu zastanawiać się
nad tym dłużej. Hermiona potrzebowała jej pomocy. "Gdzie do cholery jest
Zabini?!" - myślała. Chociaż raz do czegoś by się przydał, a tego małpoluda, jak na
ironię, też nigdzie nie mogła znaleźć. Zagłębiła się w tłum tańczących ciał. Wszędzie
wirowały pary oraz czuć było alkohol. W pewnym momencie gdzieś nad
głową mignął jej czarnoskóry człowiek, domyślając się, że to Blaise,
ruszyła w tamtym kierunku. Diabeł stał na stole i całował jakąś
dziewczynę. Nieźle zezłoszczona Ginny wskoczyła na stół i odepchnęła
ślizgonkę. Blaise
z rozbawieniem obserwował poczynania rudowłosej istoty, jednak kiedy ta
odwróciła się w jego kierunku, zrzedła mu mina. W oczach wiewiórki mógł ujrzeć wściekłość, smutek, coś czego nie rozpoznawał i... strach?
"Czego Ruda może się bać?" - pomyślał. Ginny doskoczyła do niego i wrzasnęła.
- Hermiona jest z Parkerem, Harry zeżarł pół twarzy Parkinson, podczas wymiany śliny, a ty gdzieś znikasz! Mógłbyś łaskawie ruszyć ten swój tyłek i pomóc mi znaleźć moją przyjaciółkę!!! - kiedy skończyła, zeskoczyła ze stołu i wbiegła w tłum, a Blaise szybko podążył za nią. Podbiegli na koniec
pomieszczenia. Ginny krzyknęła jeszcze do niego: "A o zdradzie to my
jeszcze pogadamy!' Pełen zdziwienia Diabeł stanął i przytrzymał
dziewczynę, następnie odwrócił ją do siebie przodem.
- Czyli jesteśmy razem? - zapytał, a rudowłosa odpowiedziała.
- A nie? - w tym momencie
Blaise zapomniał o Bożym świecie. Popchnął Wiewiórkę na ścianę i
namiętnie ją pocałował. Kiedy
tylko Ginny poczuła smak ust ślizgona, nogi się pod nią ugieły. Gdyby nie
ściana i silne, obejmujące ją ramiona Diabła, leżałaby jak długa na
srebrno-zielonej posadzce. Zarzuciła ciemnoskóremu ręce na kark i
zaczęli całować się coraz namiętniej. Minął ich Malfoy i delikatnie się
uśmiechnął, widząc, że jego kumplowi dobrze idzie. Nie miał czasu im
przeszkodzic, bowiem własnie ujrzał Granger, która próbowała wyrwać się
Parkerowi. Ten ciągnął ją w stronę swego dormitorium. Draco doskonale
wiedział co Edwin zamierzał zrobić... Przyspieszył więc kroku. Niedaleko majaczyły mu już drzwi od Edwina dormitorium, za którymi zniknął wraz z Mioną. Gdy wreszcie się przy nich znalazł, otworzył je zaklęciem. To co ujrzał, bardzo go zdziwiło. Hermiona stała nad spetryfikowanym Parkerem. Kiedy tylko się otrząsnął, podbiegł do panny Granger i ją pocałował, jakoby bojąc się, że ją straci, a ona oddała pocałunek. Draco nie spodziewał się, że Kujonica-Granger tak wspaniale całuje. Od jakiegoś czasu korciły go jej pełne, malinowe usta, jednak bał się podejś i ich spróbować. Nie rozumiał swojego strachu. Przecież to tylko Granger. Jego wróg. Powinien życzyć jej złego, choć nie potrafił, a już na pewno nie powinien się jej bać. "Na gacie Merlina, przecież to normalna kobieta!" - wykrzyknął w myślach.
- Co ja robię? - zapytała panna Granger samej siebie. - Przecież to Malfoy. Dupek i arystokrata!
-Ale za to jak dobrze całuje...- podpowiedział jej wewnętrzny głos, co ucieło wszelakie przejawy oporu ze strony Miony. Chwilę później, gdy się już od siebie oderwali, Hermiona uderzyła z plaskacza Dracona, by chwilę później podziękować mu za ratunek. Chciała go z tej wdzięczności pocałować w policzek, jednak arystokrata obrócił głowę tak, że ich usta ponownie się spotkały. W międzyczasie Ginny i Blaise, zupełnie nieświadomi tego co dzieje się w dormitorium, tańczyli taniec-przytulaniec do wolnej muzyki. Kiedy usta wrogów ponownie się spotkały, Draco mocniej zabiło serce. Nie wiedział co się z nim dzieje. Nie chcąc jednak tracić chwili, w której czuł się tak dobrze, przyciągnął Hermionę mocniej do siebie. Ona zaś wplotła mu dłoń w blond włosy. Wtem do pomieszczenia wszedł Zabini, niosąc Ginny, równocześnie ją całując. Hermiona i Draco popatrzyli na siebie, po czym cichutko wyszli z pokoju, pozostawiając parę samych sobie. Blaise i jego partnerka zajęci sobą, nie zauważyli leżącego na łóżku Parkera. Gdy usiedli na materacu, coś spod nich pisnęło. Jak oparzeni oderwali się od siebie i wstali na równe nogi. Kiedy tylko zauważyli kto im przeszkodził, Blaise podwinął rękawy, a Ginny przybrała pozycję bojową. Dalsze wspomnienia były zamazane, wiadomo jednak, że skutkiem całego zajścia był dwutygodniowy pobyt Edwina w skrzydle szpitalnym. Wcześniej jednak, kiedy już leżał na podłodze, świadkiem był kłótni pomiędzy kochankami.
- Możesz mi powiedzieć czemu zdradziłeś mnie z tą dziw...ną dziewczyną?! - wykrzyczała Ginny.
-Ale wiewióreczko kochana... Ja chciałem tylko zobaczyć czy Ci na mnie zależy!
- Nie mów do mnie wiewióreczko, nie jestem zwierzęciem!
- Ale mój rudasku kochany! Ja tak tylko wyrażam swoje uwielbienie dla twoich włosów! - powiedział całkiem powarznie, choć w duchu śmiał się - uwielbiał patrzeć jak rudowłosa się złościła.
- Czep się jeża! - krzyknęła tylko Ginny i wypadła z hukiem z pokoju. Zeszła na dół. Właśnie leciała jakaś szybka piosenka. Weszła więc w tłum i zaczęła tańczyć. Zaraz koło niej urósł tłumek ślizgonów. Gdy piosenka się skończyła, rozpoczęła się wolna. Jeden z chłopaków poprosił ją do tańca. Zgodziła się. Chwilę później zauważyła Blaisea tańczącego z Lavender Brown. W pewnej chwili chłopak pochylił się i pocałował swoją partnerkę. Zrozpaczona i wściekła Ginny, stanęła na środku parkietu. Obróciła się w około i zemdlała. Gdy chwilę później się ocuciła, leżała sama w dormitorium. Westchnęła i się popłakała. "Dlaczego on to mi robi?" - zastanawiała się. "Nie ma się czemu dziwić, przecież to ślizgon!" - załkała. Było jej tak przyjemnie, gdy on ją całował. "Pewnie jak każdej..." - zasmuciła się jeszcze bardziej Ginny. Przypomniała sobie ich pierwszy pocałunek... A chwilę później zalała się nowymi łzami. Było jej naprawdę trudno. Przemoczyła już całą poduszkę. Wtem, dotąd wytłumiona muzyka, zaczęła docierać do niej wyraźniej, by chwilę później znów została wytłumiona. Ktoś usiadł po drugiej stronie łóżka.
- Nie nadaję się na pocieszyciela. Zawszę tylko zasmucam. Widziałem wszystko. Począwszy od waszego pierwszego, dzisiaj, pocałunku, na... Hm... zdradzie Blaisea kończąc. Szczerze mówiąc, zachował się on jak kompletny idiota. Nawet ja najpierw zrywam z dziewczyną, a dopiero później flirtuję z drugą. Nie wiem czemu on to zrobił. Nic go nie usprawiedliwia. Eh... Chyba pocieszanie niezbyt mi wychodzi? Wiesz... Tyle dziewczyn doprowadziłem do łez, a nawet jednej nie umiem pocieszyć...
- Zamilcz. I po prostu bądź przy mnie - powiedziała Ginny. Kilka minut później zasnęła, a kolejne kilkanaśce później obudziła ją muzyka. Pocieszyciela nie było nigdzie w pokoju.

________________________________

Dziękuję za przeczytanie tej notki! Na dole pojawiła się możliwość oceniania notki, bez komentowania jej. Bynajmniej proszę się nie zniechęcać do tego.
Mam nadzieję, że błędów jest mało. Jeśli gdzieś brakuje polskiej litery, to przepraszam. Ah! Uprzejmie informuję, że będzie jeszcze 11.3 - ta impreza jest tak ważna, że stwierdziłam, że podzielę ją na trzy części.

Tę notkę publikuję z telefonu. Tak więc przepraszam za jej dziwny wygląd zmieni się on pewnie jutro po południu.

Teraz apel do Was i do Drowned.
Dziewczyna ma talent? Ma.
Dziewczyna ma pomysły? Ma.
Dziewczyna ma bloga? Nie.
To ostatnie musimy zmienić wraz z nią! Kto chętny do czytania? Ja tak, baaardzo mocno.

Ze względu na to, że nie mogę zadedykować tego Drowned, dedykuję to Wam wszystkim czytającym.

Chciałm się jeszcze poskarżyć. Rozdział 11.1 został wyświetlony 105 razy, a jest tylko 6 komentarzy!

Zdrówka!
F.

wtorek, 7 maja 2013

Rozdział 11.1

Rozdział 11.1

- Widzisz... Ja i on często bywamy w bibliotece. Tak się kiedyś złożyło, że miałam książkę, którą on potrzebował do napisania eseju na Mugoloznawstwo. Zdziwiłam się wtedy, że arystokrata chodzi na takie zajęcia...

***

- Hej, mogę pożyczyć tę książkę? Potrzebuję do eseju z Mugoloznawstwa - powiedział wysoki, przystojny chłopak.
- Nie ma sprawy, wybacz, że pytam, ale jestem ciekawa. Jesteś arystokratą? - odpowiedziała Hermiona.
- Tak, gałąź  rodu Blacków - uśmiechnął się.
- Co ty w takim razie robisz na tym przedmiocie?
- Dziadkowie byli śmierciożercami. Nasza rodzina traktuje to jako pewną formę pokuty, którą chcę odprawić za ich grzechy, ale ja tak naprawdę lubię ten przedmiot.

***
- Potem było jeszcze kilka spotkań... Kilka rozmów... Aż w końcu mnie pocałował - ciągnęła Hermiona.
- Jesteście razem? - zapytała podekscytowana Ginny.
- To nie jest takie proste. W sumie to nie jesteśmy razem. Coś jak ty i Blaise...
- To były dwa przypadkowe pocałunki, po za tym Blaise nie zaprosił mnie na imprezę! - odpowiedziała oburzona Ginn.
- Tak, przypadkowe... - powiedziała do siebie Hermiona, a potem w myślach dodała "A jakże trafnie dobrane!"
- Nie ważne... Trzeba się szykować! - wykrzyknęła Ginewra i podeszła do szafy. Dla siebie wybrała brązową spódniczkę do kolan, rajstopy, czarne tenisówki oraz dżinsową koszulę do pępka.
Dla Hermiony wybrała różowo-czarną sukienkę, wysokie, czarne buty na obcasie, malutką torebkę.
Potem dziewczyny udały się do łazienki gdzie zrobiły sobie nawzajem makijaż oraz się uczesały - Gin związała włosy w koński ogon, a Miona zostawiła rozpuszczone. Gdy skończyły się szykować było około dziewiętnastej trzydzieści. Zeszły do pokoju wspólnego. Jak się okazało nie były jedynymi Gryfonami, którzy wybierali się na imprezę. O dziwo szedł jeszcze Harry.
- Hej, Harry! - krzyknęła Ginny. - Zaczekaj!
- O, Gin, Miona! Też idziecie na imprezę? - zapytał, gdy się z nim zrównały. Razem wyszli przez portret.
- Tak, Mionka otrzymała zaproszenie i chciała bym ja też poszła... Tak więc idziemy! - odpowiedziała rudowłosa.
- Ciekawe kto zaczarował McGonagall... W sumie to nawet im gratuluję i dziękuję! - odezwała się, dotąd milcząca, Hermiona.
- Ja też jestem im wdzięczny. Krążą plotki, że to Król i Królowa Żartów wycieli numer... - skomentował Harry.

***
 <KLIKAMY PLAY NA ODTWARZACZU, u góry ekranu>

- Swoją drogą fajnie wyglądacie... - odezwał się  Harry, gdy już byli w lochach.
- Nie martwcie się panienki, kolega komplementów prawić nie umie. Wyglądacie cudnie, odlotowo, skromnie, ślicznie, i jeszcze wiele och i ach! - wtrącił się Blaise, który pojawił się nie wiadomo skąd.
- Zamknij się Zabini! - warknęła Gin.
- Któż was ubierał, muszę go wycałować bo jesteście takie piękne, że... Och! - niezrażony Blaise kontynuował.
- Ginny zabawiła się dzisiaj w naszą stylistkę - odpowiedziała rozbawiona Hermiona. Blaise zaraz rzucił się by obcałować dłonie i policzki rudowłosej, gdy ta zaczęła się wyrywać, zmiażdżył ją w niedźwiedzim uścisku.
- Zabini! Zabini, zostaw mnie! Puszczaj! - krzyczała Gin, a jej przyjaciele śmiali się na głos z zaistniałej sytuacji. - Pomocy! Blaise, proszę puść mnie! - krzyknęła w końcu zrozpaczona, a Zabini natychmiast ją puścił.
- Użyłaś mojego imienia! - wykrzyknął i musnął usta rudowłosej swoimi, co, z punktu widzenia Hermiony i Harrego wyglądało jakby pocałował jej policzek.
- Co ty tu właściwie robisz? - zapytał Harry.
- Ja, jako współorganizator całej imprezy, mam przywitać gości z innych domów i otworzyć drzwi do pokoju wspólnego. Jako, że impreza trwa już od pięciu minut, a większość osób przyszła przed czasem, wejdę już z wami! - jak powiedział, tak zrobili. Gdy Ginny tylko przekroczyła próg do pomieszczenia, stanęła jak wryta. Nigdy dotąd nie była w pokoju wspólnym ślizgonów. Nie było w nim okien wychodzących na dwór, za tymi co były rozciągał się widok dna jeziora. Wszędzie królowały kolory zielony i srebrny. Skórzane kanapy zostały odsunięte pod ściany, koło kominka został ustawiony barek. W całym pokoju była masa ludzi. Kiedy Ginny uświadomiła sobie, że stoi na wejściu, rozejrzała się w poszukiwaniu Hermiony i Harrego. Nigdzie ich jednak nie znalazła. Nawet Blaisea nie zauważyła. Zrezygnowana ruszyła w kierunku barku, gdzie nalała sobie whisky.
- Kogo widzą moje oczy! Najmłodsze z Wesleyów! Diabeł cię zaprosił? - zapytał Draco, który właśnie w podobnym celu podszedł do stołu.
- Malfoy! Chcesz powtórki z ostatniego naszego spotkania? Nie, nie on. Przyszłam na zaproszenie Hermiony.
- A ona skąd miała zaproszenie? - zapytał zaciekawiony najmłodszy z Malfoyów.
- Dostała od Parkera. Jak ona to ujmuje... Oni są i nie są razem - odpowiedziała Ginny.
- TEGO Parkera? Edwina Parkera*? - chciał się upewnić Malfoy.
- Tak, tego Parkera... Coś nie jest w porządku? - Ginny zmarszczyła brwi.
- WSZYSTKO nie jest w porządku! Parker to śmierciożerca! bip ŚMIERCIOŻERCA! On nienawidzi szlam jeszcze bardziej niż Voldek i Belatrix razem wzięci! - krzyknął tylko i wtopił się w tłum. Zaniepokojona Ginny postanowiła poszukać Hermiony. Nie mogła jej nigdzie znaleźć. Szukała, aż spotkała Pottera, który całował się z....


__________________________

Ta da! Dwie godziny pisania i szukania muzyki. Od razu przepraszam Was za dobór muzyki. Nie chodzę na żadne imprezy i dyskoteki, od czasu do czasu posłucham czegoś w Esce, tak więc nie wiem do czego tam się ludzie ruszają. Bo ja słucham na YT i z płyt Sabatonu i muzyki klasycznej oraz soundtracków do filmów... Co do piosenek... P!nk wybrany celowo, a dwie pozostałe się nawinęły...
Dedykacja dla wszystkich, dzięki którym mam 4.000 wejść na bloga!
Zostawiam Was z pełnym niedosytem w tej pierwszej części rozdziału jedenastego. Notka powinna się pojawić do czwartku/ piątku. Drobnym przypomnieniem: Hermiona jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, Harry obściskuje się z kimś po kątach, Ginny martwi się o Mione i jest świadkiem widoków, których niekoniecznie chciałaby być świadkiem (przypominam, że Potter całować się nie umie... Tam do niczego nie doszło!), Draco zniknął w tłumie, a Blaise? Właśnie... Co z Blaisem?
Dziękuję Drowned i Blance, za rekord w historii długości komentarza, na moim blogu, dla ciekawskich "Zapis 5"
F.

poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 10

Rozdział 10

Już? Dziesiąty rozdział? W sumie to mogło by być ich więcej, zważywszy na czas jaki już prowadzę Wojnę, choć w porównaniu do innych (tu wytykam mentalnym palcem jedną osobę, która najpewniej wie, że o nią chodzi :P pisz!)... Teraz dedyk dla Cave (chyba przesadzam z dedykacjami dla cb...Choć w sumie na każdą zasłużyłaś) w końcu to dzisiaj są jej urodzinki! Jeszcze raz najlepszego (ty też mi tu, proszę, pisz ten rozdział :D)! Eh... Dziwne to co napisałam. Jeszcze rozdział przede mną... *kręci głową* A! bym zapomniała! Women of Holmes - zapraszam serdecznie! Lekkie to, może się spodoba. Dramione - Historia Owładnięta Rzeczywistością tu też mi proszę włazić, przynajmniej dzisiaj na urodzinki Cave!



 Gdy rano wszystkie klasy udały się do Wielkiej Sali by spokojnie zjeść śniadanie, do sali weszła nauczycielka transmutacji - Minerwa McGonagall. Gdy skrzaty podały jedzenie, a nauczycielka wzięła do ręki podany przez Dumbledora półmisek z jajecznicą, ta nagle zamieniła się w kocie żarcie marki Whiskas. Minerwa jakby tego nie zauważyła i nałożyła sobie wielką górę na talerz. Potem, gdy wzięła do popicia kompot zamienił się on w mleko. Kolejny, tost, zamienił się w sardynki. Reszta nauczycieli patrzyła na to ze zdumieniem. W końcu Flitwick zlitował się nad nauczycielką, na którą patrzyła już cała szkoła, gdy ta zaczęła to wszystko jeść. 
- Minerwo! Spójrz na swój talerz! Przecież to Whiskas! - powiedział. Nauczycielka z niemałym szokiem ujrzała następujący zestaw.
Zrozpaczona Minerwa złapała Dumbledora za szatę. Ten tylko krzyknął i zamienił się w puszkę z kocią karmą...
 ***

"Uwaga, ważne zebranie w Wielkiej Sali" - tak krzyczały duchy. Gdy wszystkie klasy zebrały się już w WS, do katedry podszedł profesor Snape.
- Ze względu na dzisiejsze poranne wypadki, profesor McGonagall oraz dyrektor naszej szkoły zostali przetransportowani do Munga. Nie ma się co martwić, nic im nie grozi. To tylko tak... profilaktycznie. W ten czas, najbliższego tygodnia, JA sprawuję władzę w szkole. Z spraw bardziej organizacyjnych. Dzisiaj i jutro lekcje mają tylko klasy od pierwszej do szóstej. Siódme klasy mają w spokoju przesiedzieć ten czas. Szlabany dla tych ostatnich są odwołane - po ostatnich słowach w WS, od strony stołu Gryfonów dało się słyszeć oklaski. - Czas proszę spędzać w dormitoriach i pokojach wspólnych. Klasy Gryffindoru, piąta i szósta, mają dziś przez cały dzień eliksiry. Ah! mam jeszcze przekazać gratulację ze strony mojej, oraz obu pacjentów Munga, dla uczniów, którzy wykonali zaklęcie na profesor McGonagall.

***

- Ludzie, organizujemy imprezę! - dało się słyszeć w pokoju wspólnym Slytherinu! - Każdy wie co ma robić?!
- Tak! - na zapytanie Malfoya dało się słyszeć jednogłośną odpowiedź.

***

- Przyjdziesz? Miona, proszę... - chłopak pochylił się nad dziewczyną i ją pocałował.
- Przyjdę...
- To do dwudziestej, przyprowadź Rudą!

***

- Gin... - zaczęła Hermiona.
- Chcesz bym udała się na imprezę do Slytherinu, bo ON cię zaprosił.
- Skąd wiesz?
- Mówisz przez sen! - odpowiedziała. - Teraz opowiadaj jak to właściwie się stało i jak jest!
- Ale pójdziesz ze mną? - zapytała dziewczyna.
- Tak, więc się streszczaj! - odpowiedziała rudowłosa i zaczęła rozczesywać włosy.

___________________

Tak, wiem rozdział kiepski. Nie sprawdziłam, sorki. Dropsa sama robiłam :D Mam nadzieję, że długość i jakość notki zrekompensuje Wam następna, jutrzejsza notka!
F.
Women of Holmes