Rozdział 11.2
Rozdział pisany wraz z Drowned!
Spotkała Pottera, który całował się z jakąś
czarnowłosą dziewczyną. Obrzydzona (Harry bynajmniej dobrze nie całował),
chciała iść dalej, kiedy zobaczyła kolor krawatu partnerki Wybrańca.
Cały był srebno-zielony! Chwilę później para odsunęła się od siebie.
Wtedy Ginny przeżyła szok. Harry Potter,
Chłopiec-Który-Przeżył-Dwukrotnie, całował się z pewną ślizgonką o
wdzięcznym nazwisku Parkinson, a imieniu Pansy. Zaskoczył ją również fakt, że nie było jej przykro, myślała, że czuje coś do Wybrańca. Jednakże nie miała czasu zastanawiać się
nad tym dłużej. Hermiona potrzebowała jej pomocy. "Gdzie do cholery jest
Zabini?!" - myślała. Chociaż raz do czegoś by się przydał, a tego małpoluda, jak na
ironię, też nigdzie nie mogła znaleźć. Zagłębiła się w tłum tańczących ciał. Wszędzie
wirowały pary oraz czuć było alkohol. W pewnym momencie gdzieś nad
głową mignął jej czarnoskóry człowiek, domyślając się, że to Blaise,
ruszyła w tamtym kierunku. Diabeł stał na stole i całował jakąś
dziewczynę. Nieźle zezłoszczona Ginny wskoczyła na stół i odepchnęła
ślizgonkę. Blaise
z rozbawieniem obserwował poczynania rudowłosej istoty, jednak kiedy ta
odwróciła się w jego kierunku, zrzedła mu mina. W oczach wiewiórki mógł ujrzeć wściekłość, smutek, coś czego nie rozpoznawał i... strach?
"Czego Ruda może się bać?" - pomyślał. Ginny doskoczyła do niego i wrzasnęła.
- Hermiona jest z Parkerem, Harry zeżarł pół twarzy Parkinson, podczas wymiany śliny, a ty gdzieś znikasz! Mógłbyś łaskawie ruszyć ten swój tyłek i pomóc mi znaleźć moją przyjaciółkę!!! - kiedy skończyła, zeskoczyła ze stołu i wbiegła w tłum, a Blaise szybko podążył za nią. Podbiegli na koniec
pomieszczenia. Ginny krzyknęła jeszcze do niego: "A o zdradzie to my
jeszcze pogadamy!' Pełen zdziwienia Diabeł stanął i przytrzymał
dziewczynę, następnie odwrócił ją do siebie przodem.
- Czyli jesteśmy razem? - zapytał, a rudowłosa odpowiedziała.
- A nie? - w tym momencie
Blaise zapomniał o Bożym świecie. Popchnął Wiewiórkę na ścianę i
namiętnie ją pocałował. Kiedy
tylko Ginny poczuła smak ust ślizgona, nogi się pod nią ugieły. Gdyby nie
ściana i silne, obejmujące ją ramiona Diabła, leżałaby jak długa na
srebrno-zielonej posadzce. Zarzuciła ciemnoskóremu ręce na kark i
zaczęli całować się coraz namiętniej. Minął ich Malfoy i delikatnie się
uśmiechnął, widząc, że jego kumplowi dobrze idzie. Nie miał czasu im
przeszkodzic, bowiem własnie ujrzał Granger, która próbowała wyrwać się
Parkerowi. Ten ciągnął ją w stronę swego dormitorium. Draco doskonale
wiedział co Edwin zamierzał zrobić... Przyspieszył więc kroku. Niedaleko majaczyły mu już drzwi od Edwina dormitorium, za którymi zniknął wraz z Mioną. Gdy wreszcie się przy nich znalazł, otworzył je zaklęciem. To co ujrzał, bardzo go zdziwiło. Hermiona stała nad spetryfikowanym Parkerem. Kiedy tylko się otrząsnął, podbiegł do panny Granger i ją pocałował, jakoby bojąc się, że ją straci, a ona oddała pocałunek. Draco nie spodziewał się, że Kujonica-Granger tak wspaniale całuje. Od jakiegoś czasu korciły go jej pełne, malinowe usta, jednak bał się podejś i ich spróbować. Nie rozumiał swojego strachu. Przecież to tylko Granger. Jego wróg. Powinien życzyć jej złego, choć nie potrafił, a już na pewno nie powinien się jej bać. "Na gacie Merlina, przecież to normalna kobieta!" - wykrzyknął w myślach.
- Co ja robię? - zapytała panna Granger samej siebie. - Przecież to Malfoy. Dupek i arystokrata!
-Ale za to jak dobrze całuje...- podpowiedział jej wewnętrzny głos, co ucieło wszelakie przejawy oporu ze strony Miony. Chwilę później, gdy się już od siebie oderwali, Hermiona uderzyła z plaskacza Dracona, by chwilę później podziękować mu za ratunek. Chciała go z tej wdzięczności pocałować w policzek, jednak arystokrata obrócił głowę tak, że ich usta ponownie się spotkały. W międzyczasie Ginny i Blaise, zupełnie nieświadomi tego co dzieje się w dormitorium, tańczyli taniec-przytulaniec do wolnej muzyki. Kiedy usta wrogów ponownie się spotkały, Draco mocniej zabiło serce. Nie wiedział co się z nim dzieje. Nie chcąc jednak tracić chwili, w której czuł się tak dobrze, przyciągnął Hermionę mocniej do siebie. Ona zaś wplotła mu dłoń w blond włosy. Wtem do pomieszczenia wszedł Zabini, niosąc Ginny, równocześnie ją całując. Hermiona i Draco popatrzyli na siebie, po czym cichutko wyszli z pokoju, pozostawiając parę samych sobie. Blaise i jego partnerka zajęci sobą, nie zauważyli leżącego na łóżku Parkera. Gdy usiedli na materacu, coś spod nich pisnęło. Jak oparzeni oderwali się od siebie i wstali na równe nogi. Kiedy tylko zauważyli kto im przeszkodził, Blaise podwinął rękawy, a Ginny przybrała pozycję bojową. Dalsze wspomnienia były zamazane, wiadomo jednak, że skutkiem całego zajścia był dwutygodniowy pobyt Edwina w skrzydle szpitalnym. Wcześniej jednak, kiedy już leżał na podłodze, świadkiem był kłótni pomiędzy kochankami.
- Możesz mi powiedzieć czemu zdradziłeś mnie z tą dziw...ną dziewczyną?! - wykrzyczała Ginny.
-Ale wiewióreczko kochana... Ja chciałem tylko zobaczyć czy Ci na mnie zależy!
- Nie mów do mnie wiewióreczko, nie jestem zwierzęciem!
- Ale mój rudasku kochany! Ja tak tylko wyrażam swoje uwielbienie dla twoich włosów! - powiedział całkiem powarznie, choć w duchu śmiał się - uwielbiał patrzeć jak rudowłosa się złościła.
- Czep się jeża! - krzyknęła tylko Ginny i wypadła z hukiem z pokoju. Zeszła na dół. Właśnie leciała jakaś szybka piosenka. Weszła więc w tłum i zaczęła tańczyć. Zaraz koło niej urósł tłumek ślizgonów. Gdy piosenka się skończyła, rozpoczęła się wolna. Jeden z chłopaków poprosił ją do tańca. Zgodziła się. Chwilę później zauważyła Blaisea tańczącego z Lavender Brown. W pewnej chwili chłopak pochylił się i pocałował swoją partnerkę. Zrozpaczona i wściekła Ginny, stanęła na środku parkietu. Obróciła się w około i zemdlała. Gdy chwilę później się ocuciła, leżała sama w dormitorium. Westchnęła i się popłakała. "Dlaczego on to mi robi?" - zastanawiała się. "Nie ma się czemu dziwić, przecież to ślizgon!" - załkała. Było jej tak przyjemnie, gdy on ją całował. "Pewnie jak każdej..." - zasmuciła się jeszcze bardziej Ginny. Przypomniała sobie ich pierwszy pocałunek... A chwilę później zalała się nowymi łzami. Było jej naprawdę trudno. Przemoczyła już całą poduszkę. Wtem, dotąd wytłumiona muzyka, zaczęła docierać do niej wyraźniej, by chwilę później znów została wytłumiona. Ktoś usiadł po drugiej stronie łóżka.
- Nie nadaję się na pocieszyciela. Zawszę tylko zasmucam. Widziałem wszystko. Począwszy od waszego pierwszego, dzisiaj, pocałunku, na... Hm... zdradzie Blaisea kończąc. Szczerze mówiąc, zachował się on jak kompletny idiota. Nawet ja najpierw zrywam z dziewczyną, a dopiero później flirtuję z drugą. Nie wiem czemu on to zrobił. Nic go nie usprawiedliwia. Eh... Chyba pocieszanie niezbyt mi wychodzi? Wiesz... Tyle dziewczyn doprowadziłem do łez, a nawet jednej nie umiem pocieszyć...
- Zamilcz. I po prostu bądź przy mnie - powiedziała Ginny. Kilka minut później zasnęła, a kolejne kilkanaśce później obudziła ją muzyka. Pocieszyciela nie było nigdzie w pokoju.
________________________________
Dziękuję za przeczytanie tej notki! Na dole pojawiła się możliwość oceniania notki, bez komentowania jej. Bynajmniej proszę się nie zniechęcać do tego.
Mam nadzieję, że błędów jest mało. Jeśli gdzieś brakuje polskiej litery, to przepraszam. Ah! Uprzejmie informuję, że będzie jeszcze 11.3 - ta impreza jest tak ważna, że stwierdziłam, że podzielę ją na trzy części.
Tę notkę publikuję z telefonu. Tak więc przepraszam za jej dziwny wygląd zmieni się on pewnie jutro po południu.
Teraz apel do Was i do Drowned.
Dziewczyna ma talent? Ma.
Dziewczyna ma pomysły? Ma.
Dziewczyna ma bloga? Nie.
To ostatnie musimy zmienić wraz z nią! Kto chętny do czytania? Ja tak, baaardzo mocno.
Ze względu na to, że nie mogę zadedykować tego Drowned, dedykuję to Wam wszystkim czytającym.
Chciałm się jeszcze poskarżyć. Rozdział 11.1 został wyświetlony 105 razy, a jest tylko 6 komentarzy!
Zdrówka!
F.