Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermiona Granger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermiona Granger. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2013

Rozdział 11.2


Rozdział 11.2

Rozdział pisany wraz z Drowned!

Spotkała Pottera, który całował się z jakąś
czarnowłosą dziewczyną. Obrzydzona (Harry bynajmniej dobrze nie całował),
chciała iść dalej, kiedy zobaczyła kolor krawatu partnerki Wybrańca.
Cały był srebno-zielony! Chwilę później para odsunęła się od siebie.
Wtedy Ginny przeżyła szok. Harry Potter,
Chłopiec-Który-Przeżył-Dwukrotnie, całował się z pewną ślizgonką o
wdzięcznym nazwisku Parkinson, a imieniu Pansy. Zaskoczył ją również fakt, że nie było jej przykro, myślała, że czuje coś do Wybrańca. Jednakże nie miała czasu zastanawiać się
nad tym dłużej. Hermiona potrzebowała jej pomocy. "Gdzie do cholery jest
Zabini?!" - myślała. Chociaż raz do czegoś by się przydał, a tego małpoluda, jak na
ironię, też nigdzie nie mogła znaleźć. Zagłębiła się w tłum tańczących ciał. Wszędzie
wirowały pary oraz czuć było alkohol. W pewnym momencie gdzieś nad
głową mignął jej czarnoskóry człowiek, domyślając się, że to Blaise,
ruszyła w tamtym kierunku. Diabeł stał na stole i całował jakąś
dziewczynę. Nieźle zezłoszczona Ginny wskoczyła na stół i odepchnęła
ślizgonkę. Blaise
z rozbawieniem obserwował poczynania rudowłosej istoty, jednak kiedy ta
odwróciła się w jego kierunku, zrzedła mu mina. W oczach wiewiórki mógł ujrzeć wściekłość, smutek, coś czego nie rozpoznawał i... strach?
"Czego Ruda może się bać?" - pomyślał. Ginny doskoczyła do niego i wrzasnęła.
- Hermiona jest z Parkerem, Harry zeżarł pół twarzy Parkinson, podczas wymiany śliny, a ty gdzieś znikasz! Mógłbyś łaskawie ruszyć ten swój tyłek i pomóc mi znaleźć moją przyjaciółkę!!! - kiedy skończyła, zeskoczyła ze stołu i wbiegła w tłum, a Blaise szybko podążył za nią. Podbiegli na koniec
pomieszczenia. Ginny krzyknęła jeszcze do niego: "A o zdradzie to my
jeszcze pogadamy!' Pełen zdziwienia Diabeł stanął i przytrzymał
dziewczynę, następnie odwrócił ją do siebie przodem.
- Czyli jesteśmy razem? - zapytał, a rudowłosa odpowiedziała.
- A nie? - w tym momencie
Blaise zapomniał o Bożym świecie. Popchnął Wiewiórkę na ścianę i
namiętnie ją pocałował. Kiedy
tylko Ginny poczuła smak ust ślizgona, nogi się pod nią ugieły. Gdyby nie
ściana i silne, obejmujące ją ramiona Diabła, leżałaby jak długa na
srebrno-zielonej posadzce. Zarzuciła ciemnoskóremu ręce na kark i
zaczęli całować się coraz namiętniej. Minął ich Malfoy i delikatnie się
uśmiechnął, widząc, że jego kumplowi dobrze idzie. Nie miał czasu im
przeszkodzic, bowiem własnie ujrzał Granger, która próbowała wyrwać się
Parkerowi. Ten ciągnął ją w stronę swego dormitorium. Draco doskonale
wiedział co Edwin zamierzał zrobić... Przyspieszył więc kroku. Niedaleko majaczyły mu już drzwi od Edwina dormitorium, za którymi zniknął wraz z Mioną. Gdy wreszcie się przy nich znalazł, otworzył je zaklęciem. To co ujrzał, bardzo go zdziwiło. Hermiona stała nad spetryfikowanym Parkerem. Kiedy tylko się otrząsnął, podbiegł do panny Granger i ją pocałował, jakoby bojąc się, że ją straci, a ona oddała pocałunek. Draco nie spodziewał się, że Kujonica-Granger tak wspaniale całuje. Od jakiegoś czasu korciły go jej pełne, malinowe usta, jednak bał się podejś i ich spróbować. Nie rozumiał swojego strachu. Przecież to tylko Granger. Jego wróg. Powinien życzyć jej złego, choć nie potrafił, a już na pewno nie powinien się jej bać. "Na gacie Merlina, przecież to normalna kobieta!" - wykrzyknął w myślach.
- Co ja robię? - zapytała panna Granger samej siebie. - Przecież to Malfoy. Dupek i arystokrata!
-Ale za to jak dobrze całuje...- podpowiedział jej wewnętrzny głos, co ucieło wszelakie przejawy oporu ze strony Miony. Chwilę później, gdy się już od siebie oderwali, Hermiona uderzyła z plaskacza Dracona, by chwilę później podziękować mu za ratunek. Chciała go z tej wdzięczności pocałować w policzek, jednak arystokrata obrócił głowę tak, że ich usta ponownie się spotkały. W międzyczasie Ginny i Blaise, zupełnie nieświadomi tego co dzieje się w dormitorium, tańczyli taniec-przytulaniec do wolnej muzyki. Kiedy usta wrogów ponownie się spotkały, Draco mocniej zabiło serce. Nie wiedział co się z nim dzieje. Nie chcąc jednak tracić chwili, w której czuł się tak dobrze, przyciągnął Hermionę mocniej do siebie. Ona zaś wplotła mu dłoń w blond włosy. Wtem do pomieszczenia wszedł Zabini, niosąc Ginny, równocześnie ją całując. Hermiona i Draco popatrzyli na siebie, po czym cichutko wyszli z pokoju, pozostawiając parę samych sobie. Blaise i jego partnerka zajęci sobą, nie zauważyli leżącego na łóżku Parkera. Gdy usiedli na materacu, coś spod nich pisnęło. Jak oparzeni oderwali się od siebie i wstali na równe nogi. Kiedy tylko zauważyli kto im przeszkodził, Blaise podwinął rękawy, a Ginny przybrała pozycję bojową. Dalsze wspomnienia były zamazane, wiadomo jednak, że skutkiem całego zajścia był dwutygodniowy pobyt Edwina w skrzydle szpitalnym. Wcześniej jednak, kiedy już leżał na podłodze, świadkiem był kłótni pomiędzy kochankami.
- Możesz mi powiedzieć czemu zdradziłeś mnie z tą dziw...ną dziewczyną?! - wykrzyczała Ginny.
-Ale wiewióreczko kochana... Ja chciałem tylko zobaczyć czy Ci na mnie zależy!
- Nie mów do mnie wiewióreczko, nie jestem zwierzęciem!
- Ale mój rudasku kochany! Ja tak tylko wyrażam swoje uwielbienie dla twoich włosów! - powiedział całkiem powarznie, choć w duchu śmiał się - uwielbiał patrzeć jak rudowłosa się złościła.
- Czep się jeża! - krzyknęła tylko Ginny i wypadła z hukiem z pokoju. Zeszła na dół. Właśnie leciała jakaś szybka piosenka. Weszła więc w tłum i zaczęła tańczyć. Zaraz koło niej urósł tłumek ślizgonów. Gdy piosenka się skończyła, rozpoczęła się wolna. Jeden z chłopaków poprosił ją do tańca. Zgodziła się. Chwilę później zauważyła Blaisea tańczącego z Lavender Brown. W pewnej chwili chłopak pochylił się i pocałował swoją partnerkę. Zrozpaczona i wściekła Ginny, stanęła na środku parkietu. Obróciła się w około i zemdlała. Gdy chwilę później się ocuciła, leżała sama w dormitorium. Westchnęła i się popłakała. "Dlaczego on to mi robi?" - zastanawiała się. "Nie ma się czemu dziwić, przecież to ślizgon!" - załkała. Było jej tak przyjemnie, gdy on ją całował. "Pewnie jak każdej..." - zasmuciła się jeszcze bardziej Ginny. Przypomniała sobie ich pierwszy pocałunek... A chwilę później zalała się nowymi łzami. Było jej naprawdę trudno. Przemoczyła już całą poduszkę. Wtem, dotąd wytłumiona muzyka, zaczęła docierać do niej wyraźniej, by chwilę później znów została wytłumiona. Ktoś usiadł po drugiej stronie łóżka.
- Nie nadaję się na pocieszyciela. Zawszę tylko zasmucam. Widziałem wszystko. Począwszy od waszego pierwszego, dzisiaj, pocałunku, na... Hm... zdradzie Blaisea kończąc. Szczerze mówiąc, zachował się on jak kompletny idiota. Nawet ja najpierw zrywam z dziewczyną, a dopiero później flirtuję z drugą. Nie wiem czemu on to zrobił. Nic go nie usprawiedliwia. Eh... Chyba pocieszanie niezbyt mi wychodzi? Wiesz... Tyle dziewczyn doprowadziłem do łez, a nawet jednej nie umiem pocieszyć...
- Zamilcz. I po prostu bądź przy mnie - powiedziała Ginny. Kilka minut później zasnęła, a kolejne kilkanaśce później obudziła ją muzyka. Pocieszyciela nie było nigdzie w pokoju.

________________________________

Dziękuję za przeczytanie tej notki! Na dole pojawiła się możliwość oceniania notki, bez komentowania jej. Bynajmniej proszę się nie zniechęcać do tego.
Mam nadzieję, że błędów jest mało. Jeśli gdzieś brakuje polskiej litery, to przepraszam. Ah! Uprzejmie informuję, że będzie jeszcze 11.3 - ta impreza jest tak ważna, że stwierdziłam, że podzielę ją na trzy części.

Tę notkę publikuję z telefonu. Tak więc przepraszam za jej dziwny wygląd zmieni się on pewnie jutro po południu.

Teraz apel do Was i do Drowned.
Dziewczyna ma talent? Ma.
Dziewczyna ma pomysły? Ma.
Dziewczyna ma bloga? Nie.
To ostatnie musimy zmienić wraz z nią! Kto chętny do czytania? Ja tak, baaardzo mocno.

Ze względu na to, że nie mogę zadedykować tego Drowned, dedykuję to Wam wszystkim czytającym.

Chciałm się jeszcze poskarżyć. Rozdział 11.1 został wyświetlony 105 razy, a jest tylko 6 komentarzy!

Zdrówka!
F.

wtorek, 7 maja 2013

Rozdział 11.1

Rozdział 11.1

- Widzisz... Ja i on często bywamy w bibliotece. Tak się kiedyś złożyło, że miałam książkę, którą on potrzebował do napisania eseju na Mugoloznawstwo. Zdziwiłam się wtedy, że arystokrata chodzi na takie zajęcia...

***

- Hej, mogę pożyczyć tę książkę? Potrzebuję do eseju z Mugoloznawstwa - powiedział wysoki, przystojny chłopak.
- Nie ma sprawy, wybacz, że pytam, ale jestem ciekawa. Jesteś arystokratą? - odpowiedziała Hermiona.
- Tak, gałąź  rodu Blacków - uśmiechnął się.
- Co ty w takim razie robisz na tym przedmiocie?
- Dziadkowie byli śmierciożercami. Nasza rodzina traktuje to jako pewną formę pokuty, którą chcę odprawić za ich grzechy, ale ja tak naprawdę lubię ten przedmiot.

***
- Potem było jeszcze kilka spotkań... Kilka rozmów... Aż w końcu mnie pocałował - ciągnęła Hermiona.
- Jesteście razem? - zapytała podekscytowana Ginny.
- To nie jest takie proste. W sumie to nie jesteśmy razem. Coś jak ty i Blaise...
- To były dwa przypadkowe pocałunki, po za tym Blaise nie zaprosił mnie na imprezę! - odpowiedziała oburzona Ginn.
- Tak, przypadkowe... - powiedziała do siebie Hermiona, a potem w myślach dodała "A jakże trafnie dobrane!"
- Nie ważne... Trzeba się szykować! - wykrzyknęła Ginewra i podeszła do szafy. Dla siebie wybrała brązową spódniczkę do kolan, rajstopy, czarne tenisówki oraz dżinsową koszulę do pępka.
Dla Hermiony wybrała różowo-czarną sukienkę, wysokie, czarne buty na obcasie, malutką torebkę.
Potem dziewczyny udały się do łazienki gdzie zrobiły sobie nawzajem makijaż oraz się uczesały - Gin związała włosy w koński ogon, a Miona zostawiła rozpuszczone. Gdy skończyły się szykować było około dziewiętnastej trzydzieści. Zeszły do pokoju wspólnego. Jak się okazało nie były jedynymi Gryfonami, którzy wybierali się na imprezę. O dziwo szedł jeszcze Harry.
- Hej, Harry! - krzyknęła Ginny. - Zaczekaj!
- O, Gin, Miona! Też idziecie na imprezę? - zapytał, gdy się z nim zrównały. Razem wyszli przez portret.
- Tak, Mionka otrzymała zaproszenie i chciała bym ja też poszła... Tak więc idziemy! - odpowiedziała rudowłosa.
- Ciekawe kto zaczarował McGonagall... W sumie to nawet im gratuluję i dziękuję! - odezwała się, dotąd milcząca, Hermiona.
- Ja też jestem im wdzięczny. Krążą plotki, że to Król i Królowa Żartów wycieli numer... - skomentował Harry.

***
 <KLIKAMY PLAY NA ODTWARZACZU, u góry ekranu>

- Swoją drogą fajnie wyglądacie... - odezwał się  Harry, gdy już byli w lochach.
- Nie martwcie się panienki, kolega komplementów prawić nie umie. Wyglądacie cudnie, odlotowo, skromnie, ślicznie, i jeszcze wiele och i ach! - wtrącił się Blaise, który pojawił się nie wiadomo skąd.
- Zamknij się Zabini! - warknęła Gin.
- Któż was ubierał, muszę go wycałować bo jesteście takie piękne, że... Och! - niezrażony Blaise kontynuował.
- Ginny zabawiła się dzisiaj w naszą stylistkę - odpowiedziała rozbawiona Hermiona. Blaise zaraz rzucił się by obcałować dłonie i policzki rudowłosej, gdy ta zaczęła się wyrywać, zmiażdżył ją w niedźwiedzim uścisku.
- Zabini! Zabini, zostaw mnie! Puszczaj! - krzyczała Gin, a jej przyjaciele śmiali się na głos z zaistniałej sytuacji. - Pomocy! Blaise, proszę puść mnie! - krzyknęła w końcu zrozpaczona, a Zabini natychmiast ją puścił.
- Użyłaś mojego imienia! - wykrzyknął i musnął usta rudowłosej swoimi, co, z punktu widzenia Hermiony i Harrego wyglądało jakby pocałował jej policzek.
- Co ty tu właściwie robisz? - zapytał Harry.
- Ja, jako współorganizator całej imprezy, mam przywitać gości z innych domów i otworzyć drzwi do pokoju wspólnego. Jako, że impreza trwa już od pięciu minut, a większość osób przyszła przed czasem, wejdę już z wami! - jak powiedział, tak zrobili. Gdy Ginny tylko przekroczyła próg do pomieszczenia, stanęła jak wryta. Nigdy dotąd nie była w pokoju wspólnym ślizgonów. Nie było w nim okien wychodzących na dwór, za tymi co były rozciągał się widok dna jeziora. Wszędzie królowały kolory zielony i srebrny. Skórzane kanapy zostały odsunięte pod ściany, koło kominka został ustawiony barek. W całym pokoju była masa ludzi. Kiedy Ginny uświadomiła sobie, że stoi na wejściu, rozejrzała się w poszukiwaniu Hermiony i Harrego. Nigdzie ich jednak nie znalazła. Nawet Blaisea nie zauważyła. Zrezygnowana ruszyła w kierunku barku, gdzie nalała sobie whisky.
- Kogo widzą moje oczy! Najmłodsze z Wesleyów! Diabeł cię zaprosił? - zapytał Draco, który właśnie w podobnym celu podszedł do stołu.
- Malfoy! Chcesz powtórki z ostatniego naszego spotkania? Nie, nie on. Przyszłam na zaproszenie Hermiony.
- A ona skąd miała zaproszenie? - zapytał zaciekawiony najmłodszy z Malfoyów.
- Dostała od Parkera. Jak ona to ujmuje... Oni są i nie są razem - odpowiedziała Ginny.
- TEGO Parkera? Edwina Parkera*? - chciał się upewnić Malfoy.
- Tak, tego Parkera... Coś nie jest w porządku? - Ginny zmarszczyła brwi.
- WSZYSTKO nie jest w porządku! Parker to śmierciożerca! bip ŚMIERCIOŻERCA! On nienawidzi szlam jeszcze bardziej niż Voldek i Belatrix razem wzięci! - krzyknął tylko i wtopił się w tłum. Zaniepokojona Ginny postanowiła poszukać Hermiony. Nie mogła jej nigdzie znaleźć. Szukała, aż spotkała Pottera, który całował się z....


__________________________

Ta da! Dwie godziny pisania i szukania muzyki. Od razu przepraszam Was za dobór muzyki. Nie chodzę na żadne imprezy i dyskoteki, od czasu do czasu posłucham czegoś w Esce, tak więc nie wiem do czego tam się ludzie ruszają. Bo ja słucham na YT i z płyt Sabatonu i muzyki klasycznej oraz soundtracków do filmów... Co do piosenek... P!nk wybrany celowo, a dwie pozostałe się nawinęły...
Dedykacja dla wszystkich, dzięki którym mam 4.000 wejść na bloga!
Zostawiam Was z pełnym niedosytem w tej pierwszej części rozdziału jedenastego. Notka powinna się pojawić do czwartku/ piątku. Drobnym przypomnieniem: Hermiona jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, Harry obściskuje się z kimś po kątach, Ginny martwi się o Mione i jest świadkiem widoków, których niekoniecznie chciałaby być świadkiem (przypominam, że Potter całować się nie umie... Tam do niczego nie doszło!), Draco zniknął w tłumie, a Blaise? Właśnie... Co z Blaisem?
Dziękuję Drowned i Blance, za rekord w historii długości komentarza, na moim blogu, dla ciekawskich "Zapis 5"
F.

poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 10

Rozdział 10

Już? Dziesiąty rozdział? W sumie to mogło by być ich więcej, zważywszy na czas jaki już prowadzę Wojnę, choć w porównaniu do innych (tu wytykam mentalnym palcem jedną osobę, która najpewniej wie, że o nią chodzi :P pisz!)... Teraz dedyk dla Cave (chyba przesadzam z dedykacjami dla cb...Choć w sumie na każdą zasłużyłaś) w końcu to dzisiaj są jej urodzinki! Jeszcze raz najlepszego (ty też mi tu, proszę, pisz ten rozdział :D)! Eh... Dziwne to co napisałam. Jeszcze rozdział przede mną... *kręci głową* A! bym zapomniała! Women of Holmes - zapraszam serdecznie! Lekkie to, może się spodoba. Dramione - Historia Owładnięta Rzeczywistością tu też mi proszę włazić, przynajmniej dzisiaj na urodzinki Cave!



 Gdy rano wszystkie klasy udały się do Wielkiej Sali by spokojnie zjeść śniadanie, do sali weszła nauczycielka transmutacji - Minerwa McGonagall. Gdy skrzaty podały jedzenie, a nauczycielka wzięła do ręki podany przez Dumbledora półmisek z jajecznicą, ta nagle zamieniła się w kocie żarcie marki Whiskas. Minerwa jakby tego nie zauważyła i nałożyła sobie wielką górę na talerz. Potem, gdy wzięła do popicia kompot zamienił się on w mleko. Kolejny, tost, zamienił się w sardynki. Reszta nauczycieli patrzyła na to ze zdumieniem. W końcu Flitwick zlitował się nad nauczycielką, na którą patrzyła już cała szkoła, gdy ta zaczęła to wszystko jeść. 
- Minerwo! Spójrz na swój talerz! Przecież to Whiskas! - powiedział. Nauczycielka z niemałym szokiem ujrzała następujący zestaw.
Zrozpaczona Minerwa złapała Dumbledora za szatę. Ten tylko krzyknął i zamienił się w puszkę z kocią karmą...
 ***

"Uwaga, ważne zebranie w Wielkiej Sali" - tak krzyczały duchy. Gdy wszystkie klasy zebrały się już w WS, do katedry podszedł profesor Snape.
- Ze względu na dzisiejsze poranne wypadki, profesor McGonagall oraz dyrektor naszej szkoły zostali przetransportowani do Munga. Nie ma się co martwić, nic im nie grozi. To tylko tak... profilaktycznie. W ten czas, najbliższego tygodnia, JA sprawuję władzę w szkole. Z spraw bardziej organizacyjnych. Dzisiaj i jutro lekcje mają tylko klasy od pierwszej do szóstej. Siódme klasy mają w spokoju przesiedzieć ten czas. Szlabany dla tych ostatnich są odwołane - po ostatnich słowach w WS, od strony stołu Gryfonów dało się słyszeć oklaski. - Czas proszę spędzać w dormitoriach i pokojach wspólnych. Klasy Gryffindoru, piąta i szósta, mają dziś przez cały dzień eliksiry. Ah! mam jeszcze przekazać gratulację ze strony mojej, oraz obu pacjentów Munga, dla uczniów, którzy wykonali zaklęcie na profesor McGonagall.

***

- Ludzie, organizujemy imprezę! - dało się słyszeć w pokoju wspólnym Slytherinu! - Każdy wie co ma robić?!
- Tak! - na zapytanie Malfoya dało się słyszeć jednogłośną odpowiedź.

***

- Przyjdziesz? Miona, proszę... - chłopak pochylił się nad dziewczyną i ją pocałował.
- Przyjdę...
- To do dwudziestej, przyprowadź Rudą!

***

- Gin... - zaczęła Hermiona.
- Chcesz bym udała się na imprezę do Slytherinu, bo ON cię zaprosił.
- Skąd wiesz?
- Mówisz przez sen! - odpowiedziała. - Teraz opowiadaj jak to właściwie się stało i jak jest!
- Ale pójdziesz ze mną? - zapytała dziewczyna.
- Tak, więc się streszczaj! - odpowiedziała rudowłosa i zaczęła rozczesywać włosy.

___________________

Tak, wiem rozdział kiepski. Nie sprawdziłam, sorki. Dropsa sama robiłam :D Mam nadzieję, że długość i jakość notki zrekompensuje Wam następna, jutrzejsza notka!
F.
Women of Holmes

Rozdział 9





Rozdział 9

Tak jak Ginny myślała, następnego dnia cała szkoła huczała od plotek.  Z tego powodu dziewczyna starała się unikać zaludnionych miejsc. Mimo niedzieli wstała o siódmej, byleby tylko zjeść w spokoju śniadanie. Gdy schodziła na obiad, nijak nie udało się jej uniknąć wytykania palcami jak i palącego uczucia, że ktoś ją obserwuje. W przerwie pomiędzy posiłkami siedziała wraz z Mioną w swoim dormitorium. Rozmawiały, płakały ze śmiechu oraz narzekały na profesorów. Nim się spostrzegły minęła kolejna przerwa. Musiały udać się na kolację. Ponieważ zrobiło się zimniej postanowiły się przebrać.
 Ginny ubrała białe rurki, czarną bokserkę, na którą założyła czerwoną bluzę z kangurkiem. Na stopy włożyła wygodne, czarne trampki. W łazience rozczesała swoje włosy, a następnie za pomocą magii ułożyła je w drobne spiralki. Usta pomalowała przeźroczystym błyszczykiem. Gdy wyszła, w pokoju czekała na nią Hermiona ubrana w czarne rurki oraz białą w czarne paski koszulkę. Na nią zarzuciła białą marynarkę. Na jej stopach znajdowały się białe trampki. Jej włosy były wyprostowane, sięgały połowy jej pleców. Niektóre pasma luźno wiszących włosów były białe. Między nie miała wsadzoną czarną opaskę z kokardką. Tak wyszykowane wyszły z pokoju. Udały się do Wielkiej Sali. Miały do zrealizowania misję, którą przydzieliły sobie gdy rozmawiały: Nie dać się. Postanowiły, że pokażą całej szkole, że Ginny wcale się ich nie boi i, że ich opinia nie jest najważniejsze dla niej. 
Kiedy weszły do sali wszystkie rozmowy ucichły. Oczy wszystkich były na nie zwrócone. Dziewczyny niezrażone podeszły do stołu Gryffindoru i usiadły koło Harrego i Rona. Ten drugi zrobił się cały czerwony. Jednak, gdy zauważył, że obie dziewczyny zajęły się jedzeniem naleśników z serem i dżemem malinowym sam zabrał się za swojego najlepszego przyjaciela - kurczaka. 
Gdy wraz z Harrym skończyli, pożegnali się i wyszli z Wielkiej Sali, do Ginny podeszła jakaś grupka trzecioklasistek - każda miała egzemplarz "Czarownicy".
- Mogłybyśmy prosić o autograf? - zapytały chórem, wyciągając w stronę Ginny gazety. Rudowłosa spojrzała na okładkę. Było to zdjęcie Blaisea całującego się z rudowłosą dziewczyną. Gdy ta się odwróciła Ginny poznała w niej siebie. Wielki, krzykliwy napis głosił: "Dziedzic fortuny usidlony? Kim jest ta dziewczyna?", by chwilę później zmienić się na: "Czas wybaczać! Ginewrę Weasley rzucił chłopak, ale...", napisy zmieniały się kilkakrotnie. Wszyscy obecni zwrócili wzrok na Wesleyównę. Ta, nie chcąc dać im satysfakcji, przyjęła długopis i na każdej gazecie złożyła swój podpis. Później wróciła do jedzenia. W trakcie całej kolacji jeszcze kilkakrotnie podchodziły do niej trzecioklasistki.  Za każdym razem odchodziły z uśmiechem na ustach.


***


Wiewiórko,
spotkajmy się dzisiaj w Pokoju Życzeń, o 20:00.
Twój ukochany


Tak brzmiała treść notki, którą dziewczyna dostała z rana. Do tej pory zastanawiała się czy pójść. W końcu się zdecydowała i wyszła z pokoju wspólnego. Gdy dotarła na siódme piętro, przypomniała sobie, że nie wie co pomyśleć. Przez chwilę głowiła się nad tym, aż w końcu drzwi się pojawiły. Gdy weszła nie zauważyła w pokoju nikogo. Jednak chwilę później została przyparta do ściany i namiętnie pocałowana.
- Wina? - zapytał Blaise, gdy wreszcie się od siebie oderwali. Dziewczyna odmówiła. Niezrażony niczym Diabeł nalał do dwóch kieliszków. Uśmiechnął się i podał jeden Ginny. - Nie martw się, nie dolałem amortencji. Nudzę się! - wyznał. - Dawno nie zrobiliśmy kawału. Proponuję więc przejść do drugiej części umowy.
- Czyli? - zapytała zaciekawiona Ginny.
- Robimy kawał McGonagall.
- Tylko co? - zapytała i zaczęli się zastanawiać. Siedzieli tak do 22.


***


McGonagall, Minerwa
Kolejny kawał z serii Królowa&Król Żartów. Nic trudnego. Czysta transmutacja. No i trochę zaklęć. Za pomocą niewidki Harrego, dostaniemy się do pokoju McOdwaga&Szlachetność, zaczarujemy jej ręce tak, że następnego dnia każde jedzenie, którego dotknie będzie się zmieniało w karmę dla kotów.


***
Z różnych względów, postanowili dokonać tego jeszcze dzisiaj. Ginny wymarzyła sobie drzwi do pokoju Harrego i zabrała z niego pelerynę niewidkę. Potem Blaise zażyczył sobie drzwi do dormitorium McGonagall. Zanim jednak do niego weszli, rzucili na siebie zaklęcie Silencio oraz przykryli się peleryną niewidką.
Znaleźli się w przestronnym, czerwono-złotym pomieszczeniu. Na samym środku pokoju stał stolik, na karmazynowym dywanie. Pod jedną z ścian stało jednoosobowe łóżko, na którym spała siwa czarownica w papilotach.
- Czyli jednak nie zawsze nosi kok! - powiedział do niej Diabeł.
Podeszli do niej na palcach. Mimo zaklęcia, słychać było trzeszczenie podłogi. W pewnej chwili czarownica zachrapała i odwróciła się na drugi bok, przodem do Ginny i Blaisea. Miała otwarte oczy. Na początku młodzi adepci magii byli przerażeni, jednak szybko okazało się, że wiedźma dalej śpi. Podeszli więc jeszcze bliżej, każde zaczęło szeptać formułkę zaklęcia, na jedną z dwóch dłoni profesorki. Gdy skończyli wybiegli z pomiezczenia, ze śmiechem.


___________________
Witajcie! Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Blog II pojawi się w sieci w następnym tygodniu. Wraz z nową notką na tym. I dwa rozdziały "Na dwa fronty..." Wybaczcie błędy, sprawdzałam, ale na telefonie, więc mogłam części nie wyłapać. Rozdział dla Viridi. Chciałaś by było o nich głośno? Nawet w zapyziałej szczurzej norze już o nich wiedzą. Chciałaś by były żarty? Są. Wszystkim co czytają, a sami piszą, życzę weny. Jeśli ktoś robi szablony, nie potterowskie, i mógłby mi jeden zrobić, to proszę, niech skontaktuje się ze mną na GG, numer w Patronusie numero 4.
Finite

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział 7

Rozdział 7

Dla wamplove.

Ginny rozejrzała się po korytarzu. Wszyscy patrzyli się na nią i na TEGO chłopaka. Uścisk powoli się rozluźnił. Dziewczyna odwróciła się. " TYM chłopakiem jest Cormack McLaggen... Co się dzieje z tym światem?" - pomyślała. Spojrzała na Hermionę. Przyjaciółka również spoglądała na nią. W jej oczach kryło się niedowierzanie. Ginny wiedziała o co chodzi.
 Gdy Ginny była w trzeciej klasie, a Hermiona w czwartej, po tym jak brązowowłosa przyszła na bal z Wiktorem Krumem, obiecały sobie, że zawsze będą sobie mówić co im leży na sercu i z kim aktualnie są, oraz jak ich związki, tak na prawdę wyglądają. Ginny podejrzewała, że Miona myśli iż ją i Cormacka coś łączy, a ona zataiła to przed nią. Hermiona odwróciła się i pobiegła korytarzem w kierunku wierzy Gryffindoru. Ginny bez zastanowienia wyrwała się z uścisku i pobiegła za nią. Dogoniła swoją przyjaciółkę pod drzwiami ich dormitorium. 
- Zaczekaj! Wszystko ci wyjaśnię Miona! - krzyknęła Ginny, a adresatka tej wypowiedzi zatrzymała się.
- Dobrze, ale nie tutaj. Chodźmy do dormitorium. - Dziewczyny zniknęły za drzwiami. Starsza podeszła do regału. - Kremowego? - zapytała, a rudowłosa kiwnęła głową. Chwilę później siedziały obie na kanapie przed kominkiem i młodsza opowiadała o spotkaniu w sowiarni oraz o dniu dzisiejszym.
- Hm... Skoro pocieszył cię już dwukrotnie... Powinnaś mu podziękować...
- Świetny pomysł! Może w tą sobotę spotkam się z nim w Hogsmeade. Napiszę do niego list.

Hej!
Dzięki za sowiarnię i dzisiaj. Może miałbyś ochotę na spotkanie w Hogsmeade, w tą sobotę, w ramach podziękowania? Byłoby miło.
Ginny Weasley

- Mogę pożyczyć twoją sowę? - zapytała Hermiony. Po chwili czarno-biała, malutka sówka szybowała po niebie, by dostarczyć list. Dziewczyny nie wróciły już na lekcje przed obiadem. Była to tylko opieka nad magicznymi stworzeniami, a wiedziały, że Hagrid na pewno zrozumie.
***
Draco szedł powoli korytarzem. Za dziesięć minut zaczynał się obiad, a on chciał być wcześniej. Blaise wytłumaczył mu dlaczego uderzył go wczoraj. Postanowił pójść wcześniej by przeprosić Granger. Nie za te wszystkie lata, na razie za tą scenę wczoraj. Chciał jej też podziękować, wbrew całemu swojemu wychowaniu, za to, że została i podała książki. Stanął w SW. Rozejrzał się.
-  Ej, Granger, zaczekaj! - krzyknął, dobrze, że nikogo nie było w SW. Dziewczyna zatrzymała się. - Chciałem cię przeprosić za moje wczorajsze zachowanie i... Podziękować, za to, że zostałaś i podniosłaś torby - dziewczyna skinęła głową i odeszła w kierunku WS.

***
W gabinecie było ciemno. Przy biurku siedział ciemnowłosy mężczyzna. "Naczelny Nietoperz Hogwartu" - tak go niektórzy nazywali. Obok niego unosiła się myślodsiewnia. " Dlaczego ten Drops musiał mi to zrobić?" - myślał. Machnął różdżką, a w tle zaczęła płynąć muzyka. (TEKST jest bardzo ważny. Włączcie proszę muzykę. Jeśli ktoś czyta na telefonie to tu ma link. Król Lew 2: Jeden z nas)




Severus Snape, bo nim był ten mężczyzna, zastanawiał się właśnie nad swoim życiem. Jego najsmutniejszym momentem życia była chwila, gdy syn Lilly wyrzucał mu, że jest niegodny zaufania, że zdradził. Potem mu wszystko wyjaśnił. Pokazał swoje wspomnienia. "Należało mu się wyjaśnienie, tyle wycierpiał, a ten dwulicowy typ nie wyjaśnił mu niczego, kazał mu tylko zniszczyć horkruksy. Co za tym idzie, zniszczyć siebie. Sam Dumbledore zniknął ze sceny." Tak, Mistrz Eliksirów był zły na Dyrektora Hogwartu. Nie mógł mu wybaczyć, że wysłał tego dzieciaka na śmierć. Mimo całej nienawiści, jaką darzył ojca chłopaka, uczucie do Lily brało górę. Martwił się więc o jej syna i chciał dla niego jak najlepiej - w końcu za niego zginęła. Severus zaczął wsłuchiwać się w tekst piosenki.


Oszukać
I zwieść
Z dala go zdradza i skaza, i sierść

Oszukać (Znieważyć)
I zwieść (do cna)
On od początku wcieleniem był zła

Oszukać (znieważyć)
I zwieść (do cna)
(Dawno pohańbił lud krwi)
Z dala go zdradza i skaza, i sierść
(Komu w drogę, temu czas)
Oszukać,
(Znieważyć)
I zwieść (do cna)
(Nic już nie trzyma go tu)
On od początku wcieleniem był zła
(Komu w drogę, temu czas)


We krwi ma zło i gniew
Tulił do snu zdrady śpiew
Niechaj gna
Niechaj trwa
Nie chcemy zapomnieć więc pieśń nasza łka

On nie jest już jednym z nas
W swoim sercu on Skazę ma
To nasz głos, to nasz sąd
Nie jest stąd

Kiedyś ktoś zdradził nas
Zniszczył wiarę w świat
Dziś to wiemy i wyrok nasz trwa
Skazy syn stać nie może się jednym z nas
Nie jest już jednym z nas


Oszukać
I zwieść
Oszukać
I zwieść
Oszukać

"Tak, tak jej syn reagował na mnie. I inni. Bo Drops chciał zniknąć. Za co? Bo zdradziłem, ale nie ich. Voldemorta. Ale zdradziłem."

***

Ginny odetchnęła z ulgą. Dzisiejszego dnia skończyła już lekcje. Teraz tylko kąpiel i do łóżka. Weszła do swojego dormitorium. Rzuciła torbę na łóżko. Wtem dało się słyszeć stukanie. Rozejrzała się po pokoju. Za oknem siedziały dwie sowy. Podeszła do okna. Jedną była sowa Hermiony, a drugiej nie znała. Otworzyła okno, a sowy zaczęły krążyć wokół jej głowy, chcąc sprawić, by Ginny pierwsza ją zauważyła. Najpierw rudowłosa zajęła się sową przyjaciółki. Przeczytała list, adresowany do niej.

Ginny,
z miłą chęcią spotkam się z tobą w sobotę. Pasuje ci godzina czternasta?
Cormac

Dziewczyna uśmiechnęła się i naskrobała odpowiedź twierdzącą. Na drugi ogień poszła brązowa, zadbana sowa. 
Panno Weasley,
ze względu na turniej częstotliwość szlabanów wzrośnie. Poinformuję pannę o wszystkim na dzisiejszej karze, która odbędzie się o godzinie 17 i potrwa aż do skutku. Obowiązuje strój sportowy.
Profesor Snape

Ginny spojrzała na zegarek, 16:40. 
- Świetnie! - powiedziała i podeszła do szafy. Na trening wybrała czarną bokserkę z nadrukiem, a do tego dobrała luźne szorty. <klik> <klik> Następnie udała się do sali, gdzie ostatnio ćwiczyła z Snapem. Ten już na nią czekał. Miał na sobie dres i bluzę. Wcale nie wyglądał tak źle, jak sobie to Ginny wyobrażała. <Wyglądał mniej więcej tak, znaczy się, miał przetłuszczone czarne włosy i nogi...>
- Dzisiaj dołączy do nas drugi zawodnik, w międzyczasie się rozgrzej. Tylko porządnie! - kilka minut później ktoś zapukał do drzwi. Ginny skryła się w cieniu. Drzwi otworzyły się i stanął w nich...


___________

Mam nadzieję, że się podoba, nie zaavadujcie mnie za przerwanie w takim miejscu! Coś mi się stało z zegarkiem w komputerze, dlatego podałam złą godzinę opublikowania notki, przepraszam. Zapraszam do przeczytania Prologu: Klasy Pierwszej, w zakładce "Na dwa fronty" mam nadzieję, że się spodoba tym, którzy go jeszcze nie czytali. Rozdział pisany pod muzyką, którą macie wyżej. Uwieeeelbiam ją!  Ah... Sprawdzę później, więc za błędy przepraszam. Nie wypominajcie mi ich w komciach - am se radę... Pamiętajcie proszę by wziąć udział w ankiecie, proszę!


czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 6

Rozdział 6

 

Odpowiedź  do Ginny przyszła z samego rana.
Kochana Ginny,
w załączeniu wysyłam zgodę. Jestem z Ciebie bardzo dumny! Co u Ciebie? U nas w porządku. Tylko trochę Mama marudzi, że za późno wracam. Victorie rośnie jak na drożdżach! Ted zresztą też - wczoraj była u nas Andromeda. Percy znów się obraził - to już trzeci raz w tym miesiącu! No, ale cóż ja mogę...
Kocham Cię
Twój Tata 
  Pół godziny później przyszła druga wiadomość. Tym razem wyjec. Tak rodzina Weasleyów uwielbiała wyjce...
- GINEVRO MOLLY WEASLEY! DLACZEGO PROŚBĘ O ZGODĘ NA UDZIAŁ  W TURNIEJU WYSŁAŁAŚ DO SWOJEGO OJCA, A NIE DO MNIE?! MOŻESZ MI TO WYJAŚNIĆ?! BO NIBY JESTEM TAKA ZŁA, ŻE NA PEWNO NIE POZWOLIŁABYM NA TWÓJ UDZIAŁ W TURNIEJU?! NAPRAWDĘ MASZ MNIE ZA TAKĄ ZŁĄ KOBIETĘ? CO NIE ZMIENIA FAKTU, ŻE BOKS TO NIE JEST ZAJĘCIE DLA KOBIETY! - i tak jeszcze przez pięć minut głos pani Weasley wyliczał jaki to boks jest zły... - MIMO WSZYSTKO CIESZĘ SIĘ, ŻE ZOSTAŁAŚ WYBRANA DO TAKICH, PRESTIŻOWYCH ZAWODÓW! KOCHAM CIĘ! -  zakończyła. Ginewra tylko pokręciła głową i podeszła do szafy. "Co by tu ubrać..."  - zastanawiała się. Po chwili zdecydowała się na szary sweter z czarnym sercem pośrodku, do tego założyła niebieskie rurki i zwykłe trampki. Do niebieskiego plecaka włożyła czarną czapkę oraz potrzebne podręczniki.<klik> Podeszła do lustra i rozczesała swoje długie, rude włosy, zostawiła je rozpuszczone. Następnie, Ginny poszła na śniadanie. Spodziewała zastać w WS Hermionę, ale nie było jej tam. "Pewnie jest w bibliotece" - pomyślała. Na śniadanie rudowłosa zjadła tosty z serem i cukinią. Następnie wstała od stołu i udała się w kierunku lochów - pierwsze tego dnia miała eliksiry.
Weszła do sali na pięć minut przed rozpoczęciem lekcji. Niecałe dwie minuty później do klasy wpadła zdyszana Hermiona. 
- Nie spóźniłam się? - zapytała, a Ginny pokręciła przecząco głową. Minutę później do sali zaczęli napływać uczniowie Slytherinu i Gryffindoru. Równo z dzwonkiem do sali wpadł nauczyciel. Drzwi zamknęły się za nim z trzaskiem. "Lubi dramatyczne wejścia. Od pierwszej klasy, rozpoczęciu lekcji, towarzyszy taki hałas. Ciekawe ile razy Snape używał na nich Reparo?" - zastanawiała się Ginny.
- Od teraz zmienicie usadzenie na mojej lekcji! - po klasie rozległ się szmer niezadowolenia. - Podzielę was alfabetycznie. Arcroft, ty z z Longbottomem, w pierwszej ławce! - i tak dobierał osoby z połowy uczniów od A do K i od L do Z. - Świetnie! Wszyscy przydzieleni...
- Panie profesorze, ja nie jestem jeszcze dobrany! - powiedział Zabini.
- To nie jest możliwe. Jest parzysta liczba osób w klasie, musiałeś nie słuchać.
- Ja też nie mam pary, panie profesorze! - odezwała się Ginny.
- Świetnie... - powiedział przez zaciśnięte zęby Snape. - Siadajcie więc razem, ostatnia ławka. Dzisiaj przygotujemy Amortencję. Wiem, że przerabialiście działanie tego eliksiru w poprzedniej klasie, a więc słucham... - do góry wystrzeliła ręka Hermiony, Ginny i, o dziwo, Pansy Parkinson. - Parkinson, powiedz nam na czym polega działanie i specyfika tego eliksiru.
- Jest to eliksir miłosny - najsilniejszy. Każdy odczuwa jego zapach inaczej.
- Dokładnie, 10 punktów dla Slytherinu! Zaczynajcie więc - eliksiry robicie w parach, tak jak siedzicie.
- Przynieś składniki Zabini! - powiedziała panna Wesley, a sama zaczęła pisać coś na kartce. Gdy tylko ciemnowłosy wrócił przekazała mu ją.

Zabini,
Bliźniaki stawiają warunki. Musisz im załatwić wejściówki na bal - trzy włosy. Proponuję im też zrobić kawał. Załatw włosy dwóch dziewczyn i jednego chłopaka. Dopilnuj też, by tamci nie pojawili się na balu. Wymyśliłam też jak podmienić Nietoperzowi buty, ale to na razie moja słodka tajemnica.

Czarnoskóry pokiwał głową na znak, że zrozumiał. Dalej lekcja przebiegła im w miarę spokojnie, nie licząc powtarzających się od czasu do czasu wyzwisk typu " Zabini, ty wyrośnięta małpo - jeszcze jeden obrót!". O dziwo eliksir skończyli jako pierwsi. Został wykonany poprawnie, dostali więc po 30 punktów dla domu.

***

Gdy wyszli z sali do Zabiniego podszedł Draco.
- Diable, ta szlama... - tu oczywiście przerwał, bo na twarzy wylądowała pięść Blaisea. - Chłopie! O co Ci chodzi!  Ilekroć powiem to słowo na "sz" bijesz mnie w twarz! - powiedział rozmasowując sobie szczękę. - Dlaczego? Ja się pytam.
- Domyśl się! - powiedział tylko Zabini i odbiegł w kierunku gabinetu Snapea,  ponieważ nauczyciel go wołał.

***

W tym samym czasie Ginny wyszła z gabinetu nauczyciela - dawała mu zgodę nauczyciela. Wtem podbiegł do niej Dean. " Pewnie zaprosi mnie wreszcie na bal!" - pomyślała.
- Finite! - powiedział.
- Słucham? - zapytała Ginny ze zdumieniem.
- To koniec, rozumiesz? Nie chciałem ci robić wstydu w Wielkiej Sali, dlatego mówię to dopiero teraz.
- JA CIĘ PYTAM DLACZEGO! - krzyknęła Ginny, a głos miała donośny - odziedziczony po starszej z kobiet Weasley.
- Jak to DLACZEGO?! Bo mnie zdradzasz! Myślisz, że jestem taki głupi, że tego nie zauważam? Po całe szkole chodzą plotki, że spotykałaś się kilkakrotnie z Nottem. Potem ktoś widział cię w korytarzu jak szłaś korytarzem, po którym chwilę wcześniej szedł Zabini, a potem zniknęliście gdzieś oboje na kilka godzin. Teraz z nim jeszcze siedzisz na eliksirach! Ja się nie wtrącam do tego! Ja z tobą po prostu zrywam! - wykrzyczał i odszedł.  W tym momencie ktoś przytrzymał ją w pasie, tak by nie rzuciła się za Deanem z pięściami. " Spokojnie, nie jest tego wart..." - wymruczał jej do ucha. " To on! Ten z wieży!" - wykrzyknęła w duchu rudowłosa i cała złość odpłynęła z niej.


___________________________


Wybaczcie, że notka tak późno. W tej chwili jest 7 komentarzy pod poprzednią notką. Jeszcze 3 i nie zawieszam bloga.  Dziękuję za pobicie rekordu. Wczoraj blog został wyświetlony 182 razy. Rozdział miał być dłuższy, ale miałam mało czasu... Ah, mam nadzieję, że podoba Wam się akcja w tym rozdziale. Już w następnej notce dowiecie się kim był ten chłopak! Będzie ona jutro bądź w sobotę, albo nigdy jej nie będzie - 10 komentarzy, poprzednia notka. Chyba, że w procesie twórczym nie wspomnę o tym chłopaku... Ale raczej nie będę trzymała Was w tej niepewności. Zakończenie następnej już mam... I początek 8 rozdziału xD. Życzę Wam weny do komentarzy.